Historia
Od niedawna na mapie Johannesburga pojawiła się nazwa Maboneng
, jako próba odrodzenia Johannesburga. Słowo maboneng
w języku sesotho znaczy miejsce światła
, czyli symbol odrodzenia promieniujący na cały Johannesburg jak nie na cały kraj. Słowo precinct
kojarzy mi się bardziej z określeniem terenu podlegającego pod posterunek policji. Tak się składa, że tę część Johannesburga znam bardzo dobrze. Po przyjeździe do RPA najpierw mieszkałem w sąsiednim Hillbrow, potem przeprowadziłem się do centralnej części, czyli dzisiejszego Maboneng. W 1993 roku musiałem się przeprowadzić, ze względu na bezpieczeństwo, ale nigdy nie straciłem kontaktu z centralnym Johannesburgiem. Często tutaj przyjeżdżałem w różnych sprawach.
Już w 1991 roku, czyli kiedy przybyłem do RPA, Johannesburg powoli zaczął stawać się niebezpieczny, zwłaszcza nocą. Sytuacja pogorszyła się po wyborach w 1994 roku, kiedy do władzy doszła lewicowa partia Nelsona Mandeli. ANC tak jak partie lewicowe w Europie, postawiła na imigrantów z Afryki. W ciągu kilku lat pojawiły się miliony ludzi, praktycznie z całej Afryki. Ponieważ ludzie ci nie mieszali się łatwo z lokalną ludnością, bardzo chętnie wprowadzali się do centralnego Johannesburga. Powstawały gangi, które obejmowały całe bloki mieszkalne. Biali właściciele musieli porzucić swoje mieszkania, na ich miejsce wprowadzali się nowi lokatorzy, którzy płacili czynsz mafiom. W ten sposób Johannesburg stał się bardziej niebezpieczny niż pobliski township stworzony dla czarnej ludności- Soweto. Sprawy miały się aż tak źle, że ludzie bali się przyjeżdżać tutaj do pracy. Biznesy zaczęły przenosić się na obrzeża Johannesburga. W ramach przygotowań do mistrzostw świata w 2010 roku postanowiono odbudować Johannesburg, by pokazać się zagranicznym turystom. Udało się to z raczej marnym skutkiem.
Co warto zwiedzić
Jonathan Liebmann zamienił opuszczone magazyny w centrum sztuki i pulsujące serce Johannesburga. To właśnie on nadał temu miejscu lokalną nazwę Maboneng, by nie kojarzyła się z władzą białych imperialistów. Była to wielka szansa dla początkujących biznesmenów, którzy korzystając z pomocy lokalnych władz, mogli otwierać tutaj galerie, sklepy i pracownie. Warto wspomnieć tutaj Bheki Dube, założyciela stylowego hotelu bakparersa o nazwie Curiocity, często opisywanego jako ekskluzywny, choć dokładnie nie rozumiem, jak tego rodzaju miejsce może być ekskluzywne?
Następnym jego projektem był Marabi Club gdzie można spędzić miło czas przy lokalnej muzyce jazzowej. Marabi Club znajduje się w Hallmark House, budynku zaprojektowanym przez słynnego architekta Sir David Adjaye. Jazz nie jest jedynym powodem, by odwiedzić Marabi Club. Serwowane dania są pod opieką jednego z najlepszych kucharzy afrykańskich Vusumuzi Ndlovu. Jego kuchnia inspirowana jest tradycyjnymi afrykańskimi przepisami podniesionymi do rangi nowoczesnej sztuki kulinarnej.
Doskonałe przykłady to dombolo (tradycyjny, parowany chleb) z sosem do moczenia i małże Marabi, przygotowane w bulionie z lokalnym piwem Carling Black Label przyprawianym imbirem i koperkiem. Dodam że piwo to jest chętnie kupowane przez lokalną ludność bo ma trochę wyższy procent alkoholu, poza tym nie warto tego próbować, jest to masowa produkcja nie różniąca się wiele od europejskich piw.
Kolejny jego biznes to Hazard Gallery, mieszcząca się w historycznym budynku- Cosmopolitan, bardzo starym jak na Johannesburg, bo pamiętającym 1899 rok. Możemy tutaj podziwiać ogród rzeźbiarski pod okiem kuratora: Patricka Watsona, znanego artysty ogrodnika. Polecam odwiedzenie niedzielnego targu Market on Main. Powstawały w 2011 roku cotygodniowy targ dostarcza łatwo dostępną przestrzeń dla lokalnych biznesów. Przedsiębiorczy projektant Bradley Kirshenbaum i Jacques van der Watt stworzyli tutaj markę odzieżową Black Coffee. Ponieważ wielu tutejszych biznesmenów pochodzi z Izraela, powstała tutaj kawiarnia w stylu żydowskim: Eat Your Heart Out. Menu inspirowane w Telavivie, ogromne porcje shakshuka, przez cały dzień śniadania, bliny, pastrami na żytniej mące, falafel, shawarmas i świeżo wyciskane soki.
Bezpieczeństwo w Johannesburgu
Wielu turystów z Polski rezerwuje samodzielnie hotele w Johannesburgu. Wygląda na to, że centralny Johannesburg jest dobrze reklamowany w Polsce. Ludzie rezerwują tam hotele i chcą zwiedzać Johannesburg na piechotę. Nikt nie wytłumaczył im że lotnisko znajduje się ponad 25 km od centrum. Johannesburg jest bardzo niebezpiecznym miastem, nie polecam samodzielnego zwiedzania. Lepiej zatrzymać się w hotelu w okolicach lotniska i pojechać na zwiedzanie z przewodnikiem.