Wybrzeże RPA

Przylądek Dobrej Nadziei, gdzie jest

Magia Przylądka Dobrej Nadziei

Czytaj artykuł

Przylądek Dobrej Nadziei

Przylądek Dobrej Nadziei — Cape Point w RPA

26 Września 2026 • 4 min czytania

Przylądek Dobrej Nadziei i Cape Point

Przylądek Dobrej Nadziei jest częścią Półwyspu Przylądkowego na południowym krańcu RPA. Cape Point jest w odległości około 2.3 km na wschód od Przylądka Dobrej Nadziei. Cape Point tak jak nazwa wskazuje, w przeszłości oznaczał punkt, w którym statki podczas podróży na południe z Europy skręcały na wschód. Dziś, większa część Półwyspu Przylądkowego wraz z Przylądkiem Dobrej Nadziei wchodzą w skład Parku Narodowego Góry Stołowej. Dodatkowo Półwysep Przylądkowy i Dobrej Nadziei stanowią jedną z 8 oddzielnych części (w różnych miejscach RPA), Przylądkowego Królestwa Florystycznego wpisanego na listę Dziedzictwa Przyrodniczego UNESCO, ze względu na bogactwo występujących gatunków roślin. Pomimo że Cape Floral Region ma powierzchnię tylko 553000 ha, zaledwie 0,5% powierzchni RPA, skupia aż 20% lokalnych gatunków roślin. Przeważa tutaj rodzaj roślin gruboszowatych zwanych w RPA fynbosem. Słowo fynbos pochodzi z języka holenderskiego i oznacza drobny busz.

Mapa Przylądka Dobrej Nadziei

Przylądek Dobrej Nadziei— kto odkrył

Król Portugalii, Jan II rozpoczął wiele śmiałych reform. Aby przełamać zależność monarchii od szlachty feudalnej, Jan II zmuszony był wzbogacać skarbiec królewski poprzez handel międzykontynentalny. Pod okiem Jana II handel złotem i niewolnikami w Afryce Zachodniej znacznie się rozwinął. Śmiało dołączył do dochodowego handlu przyprawami między Europą a Azją, który odbywał się głównie drogą lądową. W tym czasie było to praktycznie zmonopolizowane przez Republikę Wenecką, która obsługiwała trasy lądowe przez porty lewantyńskie i egipskie, przez Morze Czerwone na rynki przypraw w Indiach. Jan II wyznaczył swoim kapitanom nowy cel: znaleźć drogę morską do Azji, opływając kontynent afrykański.

Wody wzdłuż wybrzeży Afryki Zachodniej były nieprzekraczalne dla europejskich wypraw odkrywczych, dopóki Portugalczycy nie skonstruowali karaweli – trójmasztowego statku wyposażonego w żagiel łaciński, który umożliwiał skuteczniejsze manewrowanie pod wiatr. Ze względu na swą szybkość, stateczność oraz bezpieczeństwo karawele nadawały się do dalekich podróży morskich. Karawela po raz pierwszy zaprowadziła Europejczyków poza Wyspy Kanaryjskie. W 1488 roku Bartolomeu Dias popłynął w kierunku Przylądka Dobrej Nadziei z flotą składającą się z dwóch karawel i statku zaopatrzeniowego, prawdopodobnie typu caravela redonda.

Po tych wstępnych rozpoznaniach na Półkuli Południowej Hiszpania i Portugalia podpisały w 1494 roku traktat z Tordesillas, który potwierdzał dekret papieża Aleksandra VI, zgodnie z którym wszystkie tereny położone 370 lig (ok. 2000 km) na zachód od Wysp Zielonego Przylądka należały do Hiszpanii, a wszystkie tereny na wschód od tej linii przynależały do Portugalii, w tym Afryka. Gdyby sprawa na tym się zakończyła, znaczna część półkuli południowej z pewnością padłaby ofiarą przemocy i kolonizacji, ale nie było przesądzone, że rozwinie się atlantycki handel niewolnikami. Los sprawił, że Europejczycy polubili krystaliczną substancję (cukier), z którą po raz pierwszy zetknęli się podczas wypraw krzyżowych. Nazwali ją „słodką solą”, a rosła ona wyłącznie w ciepłym, tropikalnym klimacie.

Jednego z pierwszych dowódców mianowano szlachcica- Bartolomeu Dias. Na pokładzie okrętu znalazły się kamienne słupy padrõ, dla oznaczenia odkrytych terenów. Flotylla Diasa składała się z trzech statków: jego własnego São Cristóvão , São Pantaleão dowodzonego przez João Infante oraz statku zaopatrzeniowego pod dowództwem brata Diasa Pêro (Diogo w niektórych źródłach). W wyprawie brali udział czołowi nawigatorzy tamtych czasów, między innymi Pêro de Alenquer i João de Santiago, który wcześniej pływał wzdłuż wybrzeża Afryki Zachodniej. Dias był dowódcą wyprawy, nie możemy nazywać go kapitanem ani żeglarzem.

W dniu 08.12.1487 roku ekspedycja dotarła do zatoki dzisiejszego Walvis Bay, następnie do ujścia rzeki Oranje w dniu 26.12.1487 roku, gdzie zgubiono widok lądu z powodu sztormu. Przez kilka dni flotylla błądziła bez widoczności brzegu. Nie pojawił się żaden ląd, płynąc na wschód, dopiero po zmianie kursu na północ, w dniu 3 lutego udało się odnaleźć ląd (dzisiejszy Valvis Bay). W ten sposób Dias okrążył Przylądek Dobrej Nadziei, nawet nie widząc go. Wyprawa kontynuowała do dzisiejszej zatoki Algoa. Tutaj oficerowie jednogłośnie opowiedzieli się za powrotem. Zgodzili się płynąć dodatkowych kilka dni, dotarli do rzeki Fish. Pozostawiono tam kamiennego słupa padrõ jako dowód tego wielkiego osiągnięcia. W obliczu silnych prądów Dias wydał rozkaz powrotu do Portugalii. Przylądek Dobrej Nadziei osiągnięto dopiero w maju 1488 roku.

Według niektórych historycznych zapisków Dias nazwał to miejsce Cabo Tormentoso, czyli Przylądek Burz, ale później zmienił go na Przylądek Dobrej Nadziei na propozycję króla Jana II Portugalii (John II of Portugal). Inne źródła sugerują, że Dias nadał nazwę osobiście. Na szczęście, na tym etapie, burzliwe brzegi południowej Afryki nie miały wielkiego znaczenia dla Portugalczyków. Nie było tutaj przypraw, napotkani ludzie nie nadawali się na niewolników.

Mapa portugalskiego zdobywania Afryki

Mapa z trasami pierwszych odkrywców Przykądka Dobrej Nadziei

Mapka historii odkrywania Afryki przez portugalskich żeglarzy. Daty odkrycia miejsc w Afryce północnej. Trasa pierwszej ekspedycji Bartolomeu Dias w kolorze bordowym. Trasa pierwszej wyprawy Vasco da Gama w kolorze zielonym.

Warto podkreślić, że Ocean Etiopski nie był odpowiednikiem współczesnego Oceanu Indyjskiego. W historycznych źródłach zakres tej nazwy mógł się różnić, jednak w późniejszej europejskiej kartografii odnosiła się ona przede wszystkim do południowego Atlantyku, zwłaszcza wód na południe od równika i przy zachodnim wybrzeżu Afryki. Od XVIII i XIX wieku nazwa Ocean Etiopski zaczęła zanikać na rzecz współczesnego podziału i nazewnictwa oceanów. Dziś jest określeniem historycznym, interesującym przede wszystkim z punktu widzenia historii geografii i kartografii. Pokazuje ono, jak bardzo dawne wyobrażenia o Afryce różniły się od współczesnej wiedzy geograficznej.

Ocean Etiopski

Ocean Etiopski (łac. Oceanus Aethiopicus, gr. Okeanos Aithiopos) to dawna nazwa używana przede wszystkim w odniesieniu do południowej części dzisiejszego Oceanu Atlantyckiego. Nazwa może dziś wydawać się zaskakująca, ponieważ współczesna Etiopia leży we wschodniej Afryce, z dala od Atlantyku.

Jej pochodzenie sięga starożytnej geografii greckiej. Grecy używali określenia Aithiopia znacznie szerzej niż my dzisiaj. Nie oznaczało ono wyłącznie terytorium współczesnej Etiopii. W źródłach antycznych „Etiopia” mogła obejmować rozległe obszary Afryki położone na południe od Egiptu, w tym Nubię i inne rejony Afryki zamieszkane przez ludność określaną przez Greków jako Aithiopes. W konsekwencji morze znajdujące się u zachodnich wybrzeży Afryki zaczęto określać jako „Morze Etiopskie”, a później także „Ocean Etiopski”. Nazwa pojawiała się na mapach europejskich przez wiele stuleci. Na mapie z 1584 roku południowy Atlantyk został oznaczony łacińskim określeniem Oceanus Aethiopicus. Jeszcze w XVII i XVIII wieku kartografowie używali tej nazwy, choć stopniowo ustępowała ona nazwie „Ocean Atlantycki”.

Znaczenie Przylądka Dobrej Nadziei

Vasco da Gama odkrył trasę łączącą Europę z Azją przez Atlantyk i Ocean Indyjski, a tym samym zbliżył Zachód z Orientem. Bez precedensu, kamień milowy w historii świata, początek epoki globalnego imperializmu umożliwiający Portugalczykom ustanowienie długotrwałego imperium kolonialnego między Afryką i Azją. Przemoc i branie niewolników zapoczątkowane przez da Gamę i jego następców, również przypisywały brutalną reputację Portugalczykom wśród rdzennych królestw Indii, co ustanowiło wzór dla zachodniego kolonializmu w Wieku Eksploracji. Podróżowanie drogą oceaniczną pozwoliło Portugalczykom uniknąć żeglowania przez mocno sporne Morze Śródziemne i przemierzania niebezpiecznego Półwyspu Arabskiego. Suma odległości pokonywanych w obu kierunkach była najdłuższą podróżą oceaniczną. Nieograniczony dostęp do indyjskich zasobów przypraw pobudził gospodarkę imperium portugalskiego. Początkowo, głównymi przyprawami importowanymi z Azji Południowo-Wschodniej były pieprz i cynamon, ale wkrótce pojawiły się także inne produkty, zupełnie nowe w Europie. Portugalia przez kilkadziesiąt lat utrzymywała monopol handlowy na te towary. Dopiero sto lat później inne mocarstwa europejskie, najpierw Republika Holenderska i Anglia, później Francja i Dania, były w stanie rzucić wyzwanie monopolowi Portugalii i supremacji morskiej na szlaku przylądkowym.

Więcej: Vasco da Gama posiadł zaawansowaną wiedzę matematyczną i naukową od żeglarzy arabskich →

Ceny Wstępów 2026 na polskim paszporcie

Atrakcje na terenie Parku Narodowego Góry Stołowej

Ważne od 01.11.25 do 31.10.26

Nie akceptuje się płatności gotówką za rezerwacje lub zmiany rezerwacji w ostatniej chwili, takie jak dodanie dodatkowych osób lub dodatkowych nocy. Aby ułatwić takie płatności, należy skorzystać z systemu szybkich płatności online.

Dorośli
od 12 lat
Dzieci
2 do 11 lat
Waluta ZAR ZAR
Plaża Pingwinów
(Boulders Beach)
245 (52 zł) 120 (25 zł)
Przylądek Dobrej Nadziei
(Cape of Good Hope)
515 (108 zł) 250 (52 zł)
Newlands 200 (42 zł) 100 (21 zł)
Oudekraal 200 (42 zł) 100 (21 zł)
Silvermine 200 (42 zł) 100 (21 zł)
Tokai piknik & grill 200 (42 zł) 100 (21 zł)

Flying Dutchman Funicular, ceny 2026

Dorośli
od 17 lat
Dzieci
6 do 16 lat
Waluta ZAR ZAR
Kolejka na Cape Point
Flying Dutchman Funicular
Obie strony
115 (24 zł) 60 (13 zł)
Kolejka na Cape Point
Flying Dutchman Funicular
W jedną stronę
100 (21 zł) 52 (11 zł)

Dzieci poniżej 6 roku życia- przejazd darmowy

Ceny- kolejka na Górę Stołową 2026 w obie strony, na polskim paszporcie

Ważne od 01.06.2025 to 30.06.2026

Bilet powrotny Fast Track kosztuje 1100 randów (231 zł) zarówno dla dorosłych, jak i dla dzieci.

Bilet Fast Track w obie strony jest dostępny jako opcja w jedną stronę: bilet Fast Track tylko w górę kosztuje 700 randów (147 zł) i można go kupić tylko w kasie biletowej na dolnej stacji, natomiast bilet Fast Track tylko w dół jest dostępny w kasie biletowej na górnej stacji.

Współrzędne Przylądka Dobrej Nadziei

34°21'29"S 018°28'19"E


Latarnia morska na Przylądku Dobrej Nadziei Zdjęcie upamiętniające nasz pobyt na Przylądku Dobrej Nadziei Vasco Da Gama Cross

Wiadomość w butelce

Musisz wypłynąć aż dziesięć kilometrów w morze, w przeciwnym razie butelka zostanie porwana przez prądy przybrzeżne w kierunku Kapsztadu, gdzie znajdą ją plażowi zbieracze śmieci. Ale jeśli uda Ci się wrzucić ją w nurt prądu Benguela łączącego się z nurtami opasującymi Ziemię. Wiadomość z łatwością dotrze do zachodniego wybrzeża Australii i Nowej Zelandii. Jednak nikt jej nie odnajdzie, ponieważ żyją tam tylko Aborygeni. Średnia prędkość prądu wynosi 7 km/h, butelka może więc pokonać 11 tys. km w ciągu około dwóch miesięcy.

Vasco da Gama

Vasco Da Gama portret

Wyprawa Bartolomeu Dias udowodniła, że możliwe będzie opłynięcie Afryki. Kontynuację tej misji zlecono kapitanowi- Vasco da Gama. Jego ekspedycja składająca się z 160 członków załogi i 4 okrętów São Gabriel, São Rafael, Berrio oraz okrętu transportowego, wyruszyła w dniu 8 lipca 1497 roku z Lizbony. Kapitan musiał radzić sobie z buntami załogi, z gwałtownymi sztormami oraz ze szkorbutem. 16 grudnia flotylla minęła Fish River i kontynuowała żeglugę na wodach nieznanych Europejczykom. W dniu 25 grudnia nadano nazwę Natal (dosł. Boże Narodzenie) mijanemu miejscu. W styczniu osiągnęli wybrzeże dzisiejszego Mozambiku, kontrolowanego przez Arabów wschodniego wybrzeża Afryki, które stanowiło część sieci handlowej Oceanu Indyjskiego. W drodze powrotnej wielu członków załogi zmarło na szkorbut. Do Portugalii zdołało powrócić jedynie 55 osób.

Widok na Cape Point na Przylądku Dobrej Nadziei

Historia Przylądka Dobrej Nadziei

Prymitywne narzędzia z kamienia znalezione w okolicach Gifkommetjie liczą od 40 tysięcy do 200 tysięcy lat. Wiele wieków później, pojawili się Khoisan, pozostawiając po sobie ślady w postaci narzędzi z kamienia. Znajdowali schronienie w jaskiniach, jak Peers Cave w Fish Hoek, gdzie 12000-letnia czaszka ludzka została znaleziona w 1929 roku.

Przylądek odgrywa ważną rolę w historii Republiki Południowej Afryki jako punkt przystankowy statków handlowych pływających między Europą i koloniami w Azji i Ameryce. Początkowo Europejczycy robili handel wymienny z miejscową ludnością Khoisan, ale w 1652 roku Holenderska Kompania Wschodnioindyjska założyła małą stację w cichej zatoce półwyspu, jako prekursor europejskiego osadnictwa w Afryce Południowej. Dziś mała stacja planowana jako przystanek i uzupełnienie zapasów na statkach stała się tętniącym życiem miastem Kapsztad.

Dopiero w 1938 roku zrozumiano konieczność ochrony unikalnej roślinności Przylądka Dobrej Nadziei i Góry Stołowej. Utworzono więc rezerwat, który został zamieniony na Park Narodowy Góry Stołowej. Rośnie tu aż 2700 gatunków fynbosu.

Wraki wokół Przylądka Dobrej Nadziei

Jeśli ktoś marzy o szukaniu skarbów i nurkowaniu w poszukiwaniu wraków niedaleko Przylądka Dobrej Nadziei, niech weźmie pod uwagę następujące czynniki: po pierwsze – głębokość do 120 metrów, po drugie – kamieniste dno, a więc szczątki każdego wraku są rozrzucone na dużym terenie. Macie do zbadania dwa tysiące siedemset kilometrów wybrzeża, a w wielu miejscach nie ma magnetycznej północy, więc możecie niechcący mocno zboczyć z kursu (tak zresztą roztrzaskiwały się właśnie stare żaglowce). Dobrą wiadomością jest natomiast to, że leżące tu wraki znajdziecie prawie co kilometr. Tylko wokół Przylądka Dobrej Nadziei leży co najmniej trzysta osiemdziesiąt statków, najstarsze z czternastego wieku. Niestety, zaledwie niewielki ich procent przewoził prawdziwe kosztowności. Większość transportowała skarby Orientu – porcelanę, przyprawy i tkaniny.

Kilka ciekawostek o Przylądku Dobrej Nadziei

Półwysep Przylądkowy z Cape Point, nie jest to najbardziej na południe wysuniętym punktem kontynentu afrykańskiego i wcale nie wyznacza granicy pomiędzy Oceanami Atlantyckim i Indyjskim. Geografowie uważają za granicę, położony dalej na południowy wschód, Przylądek Igielny. Przewodnicy utrzymują swoje opinie co do położenia geograficznego, aby zwiększyć atrakcyjność tego miejsca.

Rezerwat Przylądka Dobrej Nadziei powołano w 1938 roku. W 1998 roku wszedł w skład Cape Peninsula National Park od 2004 roku znanego jako Narodowy Park Góry Stołowej.

Park obejmuje ochroną 40 km linii brzegowej.

Pierwszą farmą na Cape Point była Schuster’s Kraal powstała w 1738 roku.

Szosę do pierwszej latarni morskiej ukończono w 1915 roku. Wtedy zaczęli się pojawiać tutaj pierwsi turyści.

Szkielet lamparta z dzieckiem znaleziono w 1930 roku. Był to ostatni znany nam lampart na Cape Point.

Statek Nolloth rozbił się w 1965 roku. Pogłoski mówią, że przewoził drogą whiskey, którą cieszyli się rybacy dużo dłużej.

Występują tutaj największe antylopy- Elandy, najbardziej unikalne w RPA- bonteboki i najbardziej unikalne zebry- zebry górskie przylądkowe.

Najbardziej jadowity morski anemon- zwany fałszywą śliwką.

Rośnie tutaj więcej gatunków roślin niż w całej Szwecji.

Panoramiczny widok na Przylądek Dobrej Nadziei.

Kolejka linowa imieniem Latającego Holendra

Kolejka imieniem Latającego Holendra na Cape Point- Flying Dutchman Funicular
Flying Dutchman Funicular to kolejka z parkingu do Cape Point. Zapewnia to nowatorski i ekscytujący sposób zwiedzania. Ze stacji dolnej przejdziesz przez gęste zarośla i fynbos w okolice górnej latarni morskiej.

Ciekawe fakty o Flying Dutchman Funicular

Długość trasy:
585 m
Pokonywana wysokość:
87 m
Maksymalne pochylenie:
16%
Ilość wagonów:
dwa
Ilość pasażerów:
40 osób w wagonie, 400 osób/h
Czas podróży:
3 minuty
Rodzaj napędu:
elektryczny


Z 40 pasażerami kolejka przejeżdża odległość 585 m na wysokość 87 m. Trasa kolejki, była pierwotnie obsługiwana przez 16-osobowy autobus firmy Flying Dutchman. Ze względu na rosnącą liczbę odwiedzających, w 1995 roku Cape Metropolitan Council ogłosił zaproszenie do składania wniosków dotyczących wymiany autobusów. Propozycja Concor Holdings dotycząca zainstalowania elektrycznie napędzanej kolejki linowej została zaakceptowana jako przyjazny dla środowiska i nowatorski sposób transportu. Była to pierwsza tego typu komercyjna kolejka linowa w Afryce i została wyprodukowana w całości przy użyciu zasobów południowoafrykańskich.

Więcej: Plan samodzielnego zwiedzania półwyspu przylądkowego → Więcej: Brawurowa ucieczka rosyjskiego żaglowca z Przylądka Dobrej Nadziei → Więcej: Najsłynniejsze wraki Table Bay: Dageraad (1694), Het Huijs te Crayesteijn (1698), Meresteijn → Więcej: Najsłynniejsze wraki Table Bay: Dageraad (1694), Het Huijs te Crayesteijn (1698), Meresteijn → Мыс Доброй Надежды →

Legenda Latającego Holendra

Legenda Latającego Holendra uczyniła Przylądek Dobrej Nadziei magicznym miejscem.

26 Września 2026 • 4 min czytania

Pochodzenie legendy Latającego Holendra

Od zarania dziejów żeglarze byli świadomi nieprzewidywalności środowiska morskiego. Pogląd ten wyraził lord Nelson, stwierdzając, że na morzu „nic nie jest niemożliwe, a nic nie jest mało prawdopodobne”. Wynika to z historycznych doświadczeń marynarzy wypływających w nieznane, ryzykującym życie na swoich drewnianych statkach w walce z siłami natury. Pomimo postępów we współczesnej technologii i żegludze za horyzontem nadal kryje się niebezpieczeństwo.

Od 1790 roku w relacjach z podróży brytyjskich żeglarzy odnotowuje się obserwacje statku-widma „The Flying Dutchman”. Na przykład poszukiwacz przygód George Barrington w powieści „A Voyage to Botany Bay” (1795) opisuje, jak podczas burzy w pobliżu Przylądka Dobrej Nadziei, będąc na pokładzie angielskiego statku, nagle pojawił się statek, który następnego dnia zniknął.

Marynarze na pokładzie są oszołomieni i nie mogą przestać rozmawiać o tym zdarzeniu. Według Barringtona opowieść o tym statku krąży po portach; pochodzi ona od holenderskich marynarzy, a Anglicy ją następnie przejęli i przerobili. Na każdym statku znajduje się ktoś, kto twierdzi, że widział ten statek-widmo.

W maju 1821 roku w „Blackwood’s Edinburgh Magazine” ukazała się pierwsza opowieść prozaiczna o Latającym Holendrze: „Vanderdecken’s Message Home”. Fabuła jest prosta, ale w późniejszych wersjach jest coraz bardziej rozbudowywana: kapitan VOC Vanderdecken rzuca stos listów na pokład innego statku i błaga o dostarczenie ich do swojego portu macierzystego w Amsterdamie.

Bardzo możliwe że statek The Nieuw Haarlem, który uległ katastrofie położył podwaliny pod powstanie Kapsztadu. Po katastrofie statku w 1647 roku dziesiątki członków Kompanii Wschodnioindyjskiej (VOC) wylądowało na wybrzeżu Przylądka. Ich przetrwanie nieoczekiwanie doprowadziło do powstania holenderskiej kolonii, która położyła podwaliny pod założenie Kapsztadu. Żeglarze, którym powierzono to zadanie, wiedzą jednak, że listy są zaadresowane do osób, które dawno już nie żyją. Dlatego nikt nie odważy się ich zabrać, bo to z pewnością sprowadzi nieszczęście.

Podania Ustne

W przeszłości pierwsi żeglarze wierzyli, że wypłynięcie zbyt daleko od lądu może doprowadzić do upadku z krawędzi świata. W późniejszych czasach powszechnie panowały przesądy dotyczące morza i związanych z nim zjawisk. Chociaż odkrycia geograficzne rozwiały mit płaskiej Ziemi, wiele z tych starszych przesądów jest nadal praktykowanych. Ich trwały wpływ jest porównywalny z samym morzem.

Nieodłączna niepewność związana z żeglugą morską, w tym zmienność wiatru i pogody, wraz z wyjątkowymi warunkami panującymi z dala od lądu, historycznie prowadziła do relacji o niezwykłych zdarzeniach. Opowieści te często zawierają spotkania ze statkami widmami, nieznaną fauną morską i niebezpiecznymi miejscami. Okoliczności te miały wpływ na powstanie legendy o Latającym Holendrze.

Historia „Latającego Holendra” wywodzi się z europejskiego folkloru morskiego, zwłaszcza spośród marynarzy w XVII i XVIII wieku, w okresie świetności holenderskich handlowych wypraw oceanicznych.

Legenda opowiada o tajemniczym holenderskim statku skazanym na wieczne tułanie się po morzach, który nigdy nie dotrze do portu. Najpopularniejsza wersja głosi, że kapitan statku, zwykle nazywany Hendrick (lub Willem) van der Decken, odmówił zawrócenia podczas straszliwej burzy, gdy okrążał Przylądek Dobrej Nadziei (na południowym krańcu Afryki). W niektórych wersjach złożył on bluźnierczą przysięgę, że dokończy podróż, nawet gdyby miało to trwać aż do Dnia Sądu Ostatecznego. W ramach kary statek i załoga zostali przeklęci i skazani na wieczne błąkanie się.

Ważne wydarzenia w historii tej legendy

Związek z Przylądkiem Dobrej Nadziei: Niebezpieczne burze i prądy wokół przylądka przyczyniły się do powstania wielu marynarskich mitów. Obszar ten nazywano czasem „Przylądkiem Burz”, co czyniło go naturalną scenerią dla opowieści o statku-widmie.

Holenderska potęga morska: W XVII wieku holenderskie statki przemierzały oceany na szeroką skalę. Opowieści o zaginionych statkach, burzach i tajemniczych zjawiskach zaczęto wiązać z holenderskimi żeglarzami.

Popularyzacja literacka: Legenda szeroko się rozpowszechniła dzięki takim dziełom, jak pisma Waltera Scotta, a zwłaszcza wersji Heinricha Heinego z lat 30. XIX wieku, która wprowadziła motyw kapitana skazanego na wieczną żeglugę, którego może uwolnić jedynie miłość kobiety.

Opera i kultura: Richard Wagner przekształcił tę legendę w słynną operę „Der Fliegende Holländer”, dzięki czemu historia ta zyskała międzynarodową sławę.

Ważne etapy w historii tej legendy

Prawdopodobnie nie istniała jedna, oryginalna opowieść o „Latającym Holendrze”. Wydaje się, że legenda ta wyrosła stopniowo z opowieści marynarzy o katastrofach morskich, statkach-widmach, niebezpiecznych rejsach oraz strachu przed zaginięciem na morzu. Powieść Williama Clarka Russella “The Death Ship” (1888) wpisuje się w tę późniejszą tradycję literacką, wykorzystując legendę jako podstawę do opowieści o nadprzyrodzonej morskiej przygodzie.

Najpopularniejsze przekazy

Historię galeona-widma znanego jako Latający Holender znamy z licznych relacji marynarzy i naocznych świadków na przestrzeni ostatnich 350 lat. Jak głosi legenda, kapitanem galeonu Flying Dutchman był Holender, Hendrik van der Decken. Latający Holender w 1641 roku płynął z Batawii (dzisiejszej Dżakarty) do Holandii. W okolicach Cape Point sztormowe wiatry poszarpały żagle statku, a fale wdarły się na pokład. Pomimo że kapitan wielokrotnie pływał tę trasę i wiedział co robi, przerażona załoga błagała go, by zawrócił. Van der Decken odmówił poddania się żywiołom, przysiągł, że opłynie Cape Point, nawet jeśli zajmie mu to do Dnia Sądu Ostatecznego.

Jedna z wersji tej legendy mówi, że na pokładzie pojawił się anioł, a rozwścieczony kapitan wyciągnął pistolet i zastrzelił go. Życzenie Van der Deckena, by okrążyć przylądek, spełniło się tej nocy, ale on i jego załoga byli skazani na żeglowanie po tych wodach po wsze czasy. Przez ostatnie trzy i pół wieku wielu żeglarzy widziało upiorny żaglowiec, który w nocy świeci na czerwono i ma szalonego, łysego kapitana. Naoczni świadkowie mówią, że opuszcza łodzie wiosłowe z upiorami na pokładzie, desperacko poszukującymi Dobrego Samarytanina, który zabierze ich listy z powrotem do domu, gdzie nie byli od ponad 300 lat. Osoby, które na to przystaną, są skazane na zagładę.

Ten tajemniczy statek-widmo pojawia się nagle jakby zrodzony przez samą morską otchłań. Jego wygląd zdradza sędziwy wiek – korweta, jakby zeszła z rycin XVII wieku, z napompowanymi żaglami i lufami armat, w milczeniu wpatrują się w pustkę. Na pokładzie nie ma żywej duszy, jedynie holenderska flaga powiewa na maszcie, a ster obraca się samoczynnie, jakby niewidzialna ręka prowadziła statek po falach. Nie reaguje na sygnały ani na krzyki, a potem, nabierając niewyobrażalnej prędkości, znika za horyzontem, pozostawiając obserwatorów w oszołomieniu. Zgodnie z morskimi wierzeniami spotkanie z „Latającym Holendrem” to zły omen. Kto go ujrzy albo zginie w sztormie, albo rozbije się o skały. W dawnych czasach nawet nieustraszeni, doświadczeni marynarze padali na kolana na widok tego widma, błagając świętych o łaskę. Legenda głosi, że klątwa spadła statek za złamanie starożytnego prawa morskiego. Jego kapitan, spiesząc się do domu po długim rejsie, odmówił pomocy tonącej łodzi, a siły skazały go na wieczną wędrówkę. Ani portu, ani przystani – jedynie bezkresny ocean, po którym „Latający Holender” krąży, kierowany przez cienie dawno zmarłej załogi.

Pierwsze publikacje

Najwcześniejsze znane wzmianki drukowane pojawiły się pod koniec XVIII wieku. Jedna z pierwszych relacji została opublikowana przez Johna MacDonalda w 1790 roku i opisywała opowieść marynarzy o holenderskim statku widzianym w pobliżu Przylądka. Później legenda zyskała większą popularność dzięki literaturze podróżniczej i beletrystyce.

Frederick Marryat autorem najsłynniejszej wersji Latającego Holendra

Najlepiej znaną wersję opowieści o Latającym Holendrze napisał angielski pisarz Frederick Marryat. Ci z was, którzy ją znają, być może natknęli się w niej na kilka interesujących wątków. Oto krótkie streszczenie powieści „The Phantom Ship”. Jest XVII wiek, Wielka Niedziela, i mimo święta religijnego, kapitan Willem van der Decken wypływa swoim statkiem z holenderskiego portu Terneuzen do Holenderskich Indii Wschodnich. Gdy zbliża się do Przylądka Dobrej Nadziei, nagle rozpętuje się burza, a jego załoga odmawia dalszego płynięcia, co doprowadza kapitana Willema do szału. Tak bardzo, że wyrzuca swojego sternika za burtę, krzycząc: „Bóg czy diabeł, opłynę Przylądek, nawet jeśli będę musiał płynąć aż do Sądu Ostatecznego”. W ten sposób ruszają w dalszą drogę i w końcu docierają do Przylądka Dobrej Nadziei.

Słowa kapitana stały się klątwą dla niego samego i dla statku, skazując go na wieczną wędrówkę po morzach. Inni kapitanowie, którzy od tamtej pory mijają „Latającego Holendra”, spotyka straszny los: ich statki ulegają uszkodzeniom, doznają katastrof, giną, mają wypadki itp. Czasami Willem van der Decken, kapitan Latającego Holendra, wysyła na inne statki łódź wypełnioną listami zaadresowanymi do osób, które już dawno nie żyją. To kolejny znak, że „Vliegende Hollander”, czyli Latający Holender, od wieków błąka się po morzach świata. Opowieść ta wciąż jest związana z miastem Terneuzen. Marryat napisał powieść „The Phantom Ship” w 1837 roku, a historia ta pod pewnymi względami znacznie różniła się od holenderskich opowieści. Dlaczego? Wersja Marryata wyśmiewała Holendrów, a Anglicy sprawili, że ta opowieść o holenderskim kapitanie stała się bardzo popularna. Republika Holenderska była przez pewien czas ich największym konkurentem na morzu. Dysponowali potężną flotą i szybszymi statkami.

Autor również mieszkał w Terneuzen – mieście, z którego, jak twierdził, pochodził statek „Latający Holender” – ale powodem, dla którego mieszkał w Terneuzen, był udział w angielskiej inwazji na holenderską wyspę Walcheren w 1809 roku, a później przeniósł się wraz z córką do Terneuzen, miasta, z którego, jak twierdził, pochodził „Latający Holender”. Niektórzy uważają, że nie podobał mu się pobyt w Terneuzen i właśnie dlatego uczynił to miasto bazą operacyjną przeklętego statku.

Kolejną kwestią jest to, że VOC, czyli Holenderska Kompania Wschodnioindyjska, nigdy nie posiadała portu w Terneuzen, więc nie jest możliwe, aby statek wypłynął właśnie stamtąd. Inne holenderskie wersje tej opowieści podają, że statek wypłynął z Amsterdamu, co wydaje się bardziej prawdopodobne. W tej wersji opowieści kapitan nazywa się Willem van der Decken, natomiast w innych holenderskich wariantach tej historii kapitanowi, oprócz imion Willem lub Hendrick van der Decken, nadano imiona Ramhout van Dam, Van Straten, Pieter van Halen lub Barend Fokkes.

Czy historia Latającego Holendera jest prawdziwa?

Nazwisko van der Decken pochodzi od kapitana dawnej Holenderskiej Kompanii Wschodnioindyjskiej, który rzeczywiście istniał. Urodził się około 1635 roku na wyspie Terschelling i rozpoczął pracę dla VOC w 1656 roku. W dzienniku pokładowym opisał podróż małym statkiem z załogą z Holandii na Cejlon (dzisiejsza Sri Lanka) w 1674 roku. Wypadek statku miał miejsce w pobliżu Malediwów, a załoga dryfowała po morzu przez 22 dni w małej łódce. Przetrwali dzięki kokosom i po trzech tygodniach w końcu dotarli do Kochi (Indie). Stamtąd udali się do Batavii, czyli dzisiejszej Dżakarty w Indonezji. W lipcu 1674 roku powrócił do Holandii. Wkrótce po powrocie Barend Fokkes zwrócił się do zarządu VOC z prośbą o zbudowanie dla niego lekkiego statku, na którym mógłby przewozić listy i dokumenty do Przylądka Dobrej Nadziei oraz do Indii Holenderskich. Zarząd wyraził zgodę; przecież już od prawie 20 lat znakomicie służył VOC. Jego pierwszym zadaniem na nowym statku jest dostarczenie poufnych listów do gubernatora generalnego w Batavii. Opuszcza Holandię 3 listopada 1677 roku i dociera na miejsce 8 kwietnia 1678 roku.

Wszyscy byli w szoku, że przepłynął całą trasę w ciągu pięciu miesięcy, podczas gdy duże statki zazwyczaj potrzebują na tę samą podróż co najmniej od ośmiu do dwunastu miesięcy. A jeśli myślisz, że podróż powrotna zajęłaby mu więcej czasu, to się mylisz. Zajęło mu to zaledwie 140 dni, czyli 4,5 miesiąca, a nawet nie wyruszył od razu. Dostarczył listy na Cejlonie i zrobił sobie tygodniową przerwę na Przylądku Dobrej Nadziei. Poza tym Barend Fokkes był znakomitym nawigatorem, bardzo odważnym i posiadającym ogromne doświadczenie. Po rejsie wrócił na Terschelling, sprzedał swój dom na wyspie i kupił dom w Amsterdamie. Jednocześnie objął ważne stanowisko w VOC, gdzie nadzorował budowę i wyposażenie statków. Nadal często wypływał w morze i żeglował dla VOC do końca życia.

„Latający Holender” był niesamowicie szybkim statkiem, który czasami dostarczał stare listy? Przez długi czas nie było dowodów na to, że postać „Latającego Holendra” była wzorowana na Barendzie Fokkesie – aż do momentu, gdy historycy odkryli nowe źródło. Artykuł napisany przez wiceadmirała Jacobusa Boelena, który żył w latach 1791–1876 (po śmierci Barenda Fokkesa – został on pochowany w Amsterdamie na początku XVIII wieku). Jacobus był synem kapitana Kompanii Wschodnioindyjskiej (VOC. W relacji z podróży pisze o tym, jak widział ten statek w nocy, a rano znów zniknął. Pisze również, że to właśnie Barend Fokkes jest źródłem tej opowieści, ponieważ był bardzo odważnym kapitanem, który płynął z dużą prędkością i przecinał wysokie fale, jakby były niczym. Jacobus Boelen pisze również, że holenderscy marynarze później wyolbrzymiali tę historię, jak to mają w zwyczaju – no bo co innego można robić na statku przez tyle miesięcy? Niektóre opowieści mówią, że Fokkes był rzekomo pół-olbrzymem i przeklinał jak pirat.

Po pewnym czasie nikt nie miał już żadnych wiadomości od Barenda Fokkesa i jego załogi, więc ludzie doszli do wniosku, że rzucił on klątwę na siebie i załogę, skazując ich na wieczną żeglugę. Holenderscy marynarze zaczęli następnie opowiadać tę historię angielskim marynarzom i zanim się obejrzało, pojawił się „Latający Holender” – bez Barenda Fokkesa, być może dlatego, że nie potrafili wymówić jego imienia, kto wie.

Streszczenie fabuły: „Statek widmo: Dziwna historia” Williama Clarka Russella (1888)

Powieść The Death Ship: A Strange Story napisana w formie pamiętnika Geoffreya Fentona, angielskiego marynarza, który wspomina niezwykłe wydarzenia ze swojego życia na morzu. To nieprawdopodobna morska opowieść zbudowana jest wokół legendy o Latającym Holendrze — statku widmie skazanym na wieczną tułaczkę po oceanach.

Geoffrey rozpoczyna karierę jako młody marynarz i zostaje drugim oficerem na statku handlowym „Saracen”, płynącym w kierunku Indii Wschodnich. W trakcie podróży załoga słyszy przerażające opowieści o tajemniczym statku znanym jako Statek Śmierci. Marynarze wierzą, że ujrzenie tego widmowego okrętu jest zapowiedzią katastrofy i śmierci.

W miarę kontynuacji rejsu „Saracena” dziwne wydarzenia i wypadki potęgują strach załogi. W końcu Geoffrey sam poznał legendarny statek. Po katastrofie na morzu zostaje uratowany przez tajemniczy okręt i odkrywa, że to Latający Holender, dowodzony przez skazanego na wieczne potępienie kapitana Vanderdeckena.

Na pokładzie Statku Śmierci Geoffrey odnajduje dziwny świat, zamrożony poza zwykłym upływem czasu. Członkowie załogi nie są zwyczajnymi marynarzami, lecz ludźmi skazanymi na niekończącą się egzystencję na morzu. Vanderdecken wyjawia swój tragiczny los: z powodu buntu i bluźnierstwa podczas sztormowego rejsu wieki wcześniej, on i jego statek zostali przeklęci, by żeglować wiecznie, nigdy nie osiągając spokojnej przystani.

Mimo grozy, jaka otacza statek, Geoffrey odkrywa, że ludzie na jego pokładzie wciąż zachowali ludzkie uczucia, nadzieje i żale. Szczególną więź nawiązuje z Imogene Dudley, młodą kobietą, której obecność niesie ze sobą możliwość miłości i ucieczki od klątwy ciążącej nad statkiem.

Przez całą powieść Geoffrey stara się zrozumieć tajemnicę Latającego Holendra i znaleźć sposób, by opuścić Statek Śmierci. Okręt staje w obliczu sztormów, ataków i nadprzyrodzonych niebezpieczeństw, podczas gdy Vanderdecken i jego załoga wciąż prowadzą beznadziejne poszukiwania wyzwolenia od swej wiecznej kary.

Historia łączy w sobie przygodę, romans, grozę i morski folklor. Russell wykorzystuje legendę o Latającym Holendrze nie tylko jako opowieść o duchach, ale także jako rozważanie o winie, przeznaczeniu, samotności i tęsknocie za odkupieniem.

Geoffrey Fenton jest postacią fikcyjną, stworzoną przez Williama Clarka Russella na potrzeby powieści

Powieść napisana jest w formie pamiętnika Geoffreya Fentona, prowadzonego w pierwszej osobie, co nadaje jej charakter autentycznej relacji marynarza. Russell posługuje się tym zabiegiem, by nadać nadprzyrodzonym wydarzeniom pozory realizmu — jakby marynarz opowiadał prawdziwą historię z własnego życia.

Geoffrey przedstawiony jest jako zwyczajny angielski żeglarz, który zostaje wciągnięty w niezwykłe wydarzenia: służy na statkach, spotyka legendarnego Latającego Holendra, poznaje jego przeklętego kapitana Vanderdeckena i staje się świadkiem tajemnic Statku Śmierci.

Imię Geoffrey Fenton może brzmieć historycznie, ponieważ istniał rzeczywisty angielski pisarz i tłumacz o tym imieniu, Geoffrey Fenton (ok. 1539–1608), jednak fikcyjny bohater Russella nie ma nic wspólnego z tą postacią historyczną. Russell po prostu użył tego nazwiska dla swojego zmyślonego narratora.

Załoga Latającego Holendra

Zachowują pełną świadomość, pamięć i uczucia. Vanderdecken pamięta swój bunt, odczuwa winę i żal, a załoga (w tym postacie takie jak Imogene) ma nadzieje, tęsknoty i relacje — to właśnie stanowi emocjonalny rdzeń powieści. Zombie nie zastanawiają się nad swoimi grzechami, dlatego szukamy lepszego określenia. Ich stan to klątwa/kara, a nie infekcja czy proces reanimacji. To nadprzyrodzony wyrok związany z konkretnym aktem bluźnierstwa, bliższy mitologii Wiecznego Tułacza (Żyda Wiecznego Tułacza) czy potępionych dusz u Dantego niż legendom o zombie. Nie są rozkładającymi się, wlokącymi się ciałami ani wrogo nastawionymi z instynktu. Funkcjonują, mówią, żeglują statkiem i wchodzą w interakcje społeczne — bardziej przypominają duchy uwięzione w pętli niż zwłoki kierowane biologicznym przymusem.

Lepszą klasyfikacją byłoby:

Duchy/zjawy
— istoty lub dusze związane z miejscem czy zadaniem
Potępieni/przeklęci nieśmiertelni
— istoty ukarane niekończącym się istnieniem zamiast śmiercią
Skazani na wieczną tułaczkę
— w tradycji samej legendy o Latającym Holendrze, która poprzedza fikcję o zombie o wieki

Jeśli więc szukamy jednosłownej alternatywy: „potępieni” lub „przeklęci marynarze” oddaje to znacznie lepiej niż „zombie”, co sugeruje bezmyślność, której bohaterowie Russella wyraźnie nie mają — ich tragedia polega właśnie na tym, że w pełni świadomi są swojego losu.

Cytat z książki „Statek widmo: Dziwna historia” Williama Clarka Russella wyjaśniający długowieczność załogi statku:

Chce więc pan przez to powiedzieć, kapitanie” — rzekłem — „że ludzie obsługujący ów statek przestali być istotami żywymi z racji swego sędziwego wieku, przekraczającego o wiele lat zdolność naszych ciał do znoszenia trudu i zniszczenia; i że są oni w istocie trupami, powodowanymi przez Diabła — któremu, na mocy tego samego boskiego przyzwolenia, o jakim czytamy w Księdze Hioba, wolno dążyć do celów strasznych i bezbożnych?

Dzieła o Latającym Holendrze

Książki i powieści

The Phantom Ship (1839) — Frederick Marryat
Najważniejsza klasyczna powieściowa wersja legendy: Philip Vanderdecken poszukuje swojego przeklętego ojca, kapitana widmowego statku. Można oczekiwać dziewiętnastowiecznej przygody morskiej, gotyckiego horroru, wątków religijnych i melodramatu. Jest dostępna bezpłatnie w Projekcie Gutenberg.
Pamiętniki pana von Schnabelewopskiego (1833) — Heinrich Heine
Powieść satyryczna zawierająca wpływowy epizod o Holendrze, który stał się bezpośrednią literacką podstawą opery Wagnera. Najlepszy wybór dla osób zainteresowanych nowoczesną kulturową genezą legendy, a nie pełnoprawną przygodą o widmowym statku.
The Death Ship: A Strange Story (1888) — William Clark Russell
Powieść ma formę wspomnień Geoffreya Fentona, angielskiego marynarza, który opisuje niezwykłe wydarzenia ze swojego życia na morzu. Jest to nadprzyrodzona morska przygoda oparta na legendzie o Latającym Holendrze – statku-widmie skazanym na wieczne błąkanie się po oceanach. Geoffrey rozpoczyna karierę jako młody marynarz i zostaje drugim oficerem na statku handlowym „Saracen", płynącym w rejsie do Indii Wschodnich. Podczas podróży załoga słyszy przerażające opowieści o tajemniczym statku znanym jako „Statek Śmierci". Marynarze wierzą, że ujrzenie tego widmowego statku jest znakiem katastrofy i śmierci. Jest dostępna bezpłatnie w Projekcie Gutenberg oraz w wersji audio na https://librivox.org/.
Castaways of the Flying Dutchman (2001) — Brian Jacques
Przystępna fantastyka dla dzieci i młodzieży. Anioł ratuje chłopca oraz jego psa z przeklętego statku i wysyła ich przez kolejne stulecia, aby pomagali ludziom w potrzebie. To pierwsza część trylogii kontynuowanej w The Angel's Command oraz Voyage of Slaves.
Летучий голландец (2018) — Анатолий Кудрявицкий
Znany moskiewski muzykolog Konstantin Alfejew pisze książkę o operach opartych na legendzie o „Latającym Holendrze". Nagły zwrot wydarzeń sprawia, że Alfejew staje się wyrzutkiem i musi uciekać ze swojego rodzinnego miasta. Znajduje schronienie w odosobnionym domu nad brzegiem rzeki i kontynuuje pracę nad książką. Z domem dzieją się dziwne przemiany: coraz bardziej przypomina statek. Równolegle z akcją rozgrywającą się w realnej Rosji lat 70. toczy się również akcja na legendarnym „Latającym Holendrze". Tymczasem milicja i służby bezpieczeństwa odkrywają kryjówkę zbiega. Napisana w gatunku realizmu magicznego powieść „Latający Holender" wyróżnia się dopracowanym stylem i wciągającą fabułą. Poeta i prozaik Anatolij Kudrjawiecki urodził się w Moskwie, mieszka w Dublinie (Irlandia). Pracował jako redaktor w czasopismach „Огонёк" i „Literatura zagraniczna". Opublikował tom prozy oraz kilka zbiorów wierszy. Laureat międzynarodowych nagród poetyckich.
Flying Dutch — Tom Holt
Komediowa fantastyka zamiast morskiego gotycyzmu: humorystyczne, współczesne nawiązanie do legendy o przeklętym Holendrze. Dobry wybór dla osób, które wolą absurd i dowcip od tragedii.
Flying Dutchman: The Life of Anthony Fokker (1931) — Anthony Fokker wraz z Bruce'em Gouldem
To nie jest książka o widmowym statku: jest autobiografią pioniera lotnictwa, wykorzystującą określenie „Latający Holender" jako przydomek i grę słów. Warto po nią sięgnąć tylko wtedy, gdy interesuje Cię to wyrażenie także poza morską legendą.

Muzyka i opera

Der fliegende Holländer / Latający Holender — Richard Wagner (1843)
Niemieckojęzyczna opera, do której Wagner napisał zarówno libretto, jak i muzykę. Jej premiera odbyła się w Dreźnie 2 stycznia 1843 roku. Holender może zejść na ląd co siedem lat, a od klątwy może go uwolnić jedynie wierna, gotowa do poświęcenia miłość kobiety. Główne tematy dzieła to potępienie, tęsknota, obsesja i odkupienie przez miłość.

Ważne fragmenty: Uwertura; „Die Frist ist um"; Ballada Senty; Chór marynarzy oraz sceny przędzenia.

Filmy i ekranizacje

The Flying Dutchman (1923, niemy film USA)
Philip Vanderdecker zasypia podczas czytania powieści „Latający Holender" i śni o Peterze Van Dornowie, burmistrzu małego holenderskiego miasteczka nadmorskiego, który opowiada tę legendę swoim dwóm córkom, Melissie i Zoe. Podczas gdy burmistrz opowiada tę historię, do gospody przybywa nieznajomy. Zakochuje się w Melissie, ale nie dostrzega Zoe, która rozpoznaje w nim Latającego Holendra.
Pandora and the Flying Dutchman (1951)
Romans fantasyczny Alberta Lewina z Avą Gardner i Jamesem Masonem. Film przenosi mit nad hiszpańskie wybrzeże Morza Śródziemnego i przedstawia Holendra jako skazanego na tułaczkę człowieka, Hendrika van der Zee, a nie wyłącznie widmowy statek. Jest znany z barwnych zdjęć autorstwa Jacka Cardiffa.
Der fliegende Holländer (1964)
Wschodnioniemiecka ekranizacja opery Wagnera w reżyserii Joachima Herza. To raczej poważny film operowy niż konwencjonalny film fabularny.
Der fliegende Holländer (1975)
Sfilmowana adaptacja dzieła Wagnera w reżyserii Václava Kašlíka; kolejna możliwość obejrzenia opery w formie filmowej.
Program telewizyjny Latający Holender (1967 do 1993)
Nasz program telewizyjny o tematyce żeglarskiej, przeznaczony głównie dla młodzieży.
Pirates of the Caribbean: Dead Man's Chest (2006)
Latający Holender pojawia się jako pokryty pąklami statek Davy'ego Jonesa. Jest to luźne popkulturowe zapożyczenie, a nie wierna adaptacja pierwotnej legendy.
Pirates of the Caribbean: At World's End (2007)
Film kontynuuje wątek Davy'ego Jonesa i Latającego Holendra, w tym historię kapitana związanego klątwą.
SpongeBob Kanciastoporty
Powracająca postać „Latającego Holendra" to kapitan-pirat-duch, będący komiczną parodią tej legendy, skierowaną do dzieci.