XVII-wieczny żaglowiec z przedstawieniem, być może, statku Nieuw Haarlem — rozpoznawalnego po mieczu z herbu Haarlem widocznym na rufie.
- Typ statku
- spiegelretourschip (statek powrotny typu spiegel)
- Budowa
- zbudowany w 1636 roku dla Izby Amsterdamskiej w stoczni w Amsterdamie
- Eksploatacja
- w służbie VOC od 1636 do 25.03.1647 zatonął w Zatoce Stołowej. Przylądek Dobrej Nadziei
- Nośność
- 250 lasztów (500 ton)
- Rejs 1
- wypłynięcie z Texel 13/08/1636 → przybycie do Batavii 20/10/1637 (izba Amsterdam)
przez Przylądek Dobrej Nadziei; przybycie 1636/1637 - Rejs 2
- wypłynięcie z Batavii 10/12/1637 → przybycie do Texel 17/07/1638 (izba Amsterdam)
przez Przylądek Dobrej Nadziei; przybycie 20/02/1638, odpłynięcie 16/03/1638 - Rejs 3
- wypłynięcie z Texel 12/01/1639 → przybycie do Batavii 17/06/1639 (izba Amsterdam)
- Rejs 4
- wypłynięcie z Batavii 09/01/1641 → przybycie do Texel 31/07/1642 (izba Amsterdam)
przez Przylądek Dobrej Nadziei; przybycie 01/12/1641, odpłynięcie 06/01/1642
Na 16º szerokości południowej i 111º długości geograficznej wschodniej Haarlem, wraz z Berkhout i Maastricht, wpadł 22 i 23 lutego w silny sztorm z wyładowaniami. Maszty i inne drewno okrętowe zostały odcięte, a kotwice dziobowe się obluzowały. Haarlem miał w ładowni 1.4m wody. 22 i 23 marca Haarlem dotarł do Zuidoosterhaven, a Berkhout do Zatoki Schildpad na Mauritiusie. Maastricht stracił kontakt wzrokowy z pozostałymi statkami jeszcze przed sztormem, lecz w chwili sztormu nie mógł znajdować się daleko i również musiał zostać przez niego dotknięty. 24 marca załoga Haarlem oraz ludzie z fortu usłyszeli wystrzały armatnie i przypuszczano, że mogły pochodzić z Maastricht. Podjęto wówczas poszukiwania, lecz statku nie odnaleziono. Haarlem miał już wtedy tylko trzy kotwice [Daghregister Batavia, 19 sierpnia 1641]. - Rejs 5
- wypłynięcie z Texel 03/05/1643 → przybycie do Batavii 03/11/1643 (izba Amsterdam)
- Rejs 6
- wypłynięcie z Batavii 19/01/1645 → przybycie do Texel 24/07/1645 (izba Amsterdam, szyper Klaas Vis)
przez Przylądek Dobrej Nadziei; przybycie 30/03/1645, odpłynięcie 03/04/1645 - Rejs 7
- wypłynięcie z Texel 15/05/1646 → przybycie do Batavii 02/11/1646 (izba Amsterdam)
- Rejs 8 (ostatni)
- wypłynięcie z Batavii 16/01/1647 → zatonięcie w Zatoce Stołowej 25/03/1647 (izba Amsterdam, szyper Pieter Pietersz)
Katastrofa statku, która na zapoczątkowała powstanie RPA
W niedzielę 25.03.1647 r. kilka minut po godzinie siedemnastej statek Holenderskiej Kompanii Wschodnioindyjskiej (Verenigde Oost-Indische Compagnie, VOC) o nazwie Nieuw Haarlem, znany też jako Haarlem, rozbił się w Zatoce Stołowej, u wybrzeży południowej Afryki. Wydarzenia, które nastąpiły potem, miały daleko idące konsekwencje dla historii tego zakątka świata. Wkrótce po katastrofie 58 członków załogi przesiedlono na pokładach towarzyszących statków, natomiast 62 mężczyzn pozostało na miejscu, aby ocalić jak najwięcej cennych towarów. Ludzie ci zbudowali prowizoryczny obóz, w którym żyli przez blisko rok. Sytuacja zmusiła ich to do nawiązania kontaktów z rdzenną ludnością. Choć początkowo panowała nieufność po obu stronach, relacje te z czasem uległy poprawie. Doprowadziło to do regularnej wymiany handlowej, wzajemnych odwiedzin, podstawowej nauki języka oraz docenienia egzotycznych kobiet. Po powrocie do Holandii rozbitkowie przedstawili swoje doświadczenia w korzystnym świetle. W rezultacie zarząd VOC zdecydował się utworzyć niezbędny przystanek dla swojej floty. Ta stacja, znana później jako „Karczma Mórz”, z czasem przekształciła się w miasto Kapsztad. Katastrofę okrętu Haarlem można więc uznać za katalizator, który dał początek rozkwitu dzisiejszego wielorasowego i wielokulturowego społeczeństwa południowoafrykańskiego.
Rozbicie się Haarlem
Haarlem był typowym okrętem VOC o ładowności około 500 ton, zbudowanym w stoczni amsterdamskiej izby kompanii w latach 1642–1643. Ten statek kompanii wschodnioindyjskiej nazwano na cześć miasta Haarlem, położonego około 10 km na zachód od Amsterdamu. Oficjalnie nazywał się Nieuw Haarlem, ale zazwyczaj określano go po prostu jako „Haarlem”, nawet w oficjalnych dokumentach VOC. Statek „Haarlem” zatonął podczas burzy 25 marca 1647 roku w zatoce Stołowej, między wyspą Robben a lądem stałym. Przed katastrofą, odbył trzy udane rejsy na Wschód i z powrotem. Czwarty i zarazem ostatni rejs Haarlem rozpoczął się 15 maja 1646 roku, gdy statek opuścił wyspę Texel. Po postoju w São Tiago na Wyspach Zielonego Przylądka dotarł do Batawii 2 listopada tego samego roku. Dwa i pół miesiąca później, 16 stycznia 1647 roku, wypłynął z redy batawskiej w grupie dwóch innych statków.
Na pokładzie Haarlem znajdowało się 120 osób oraz ładunek przeznaczony dla Amsterdamu, wyceniony na 183 018 florenów. Około południa 25 marca statek wpłynął do Zatoki Stołowej, gdzie zastali inny statek stojący na kotwicy. Ponieważ nie było wiatru, spuszczono szalupę i wysłano pierwszego oficera wraz z kilkoma ludźmi, by zidentyfikowali obcą jednostkę. Około godziny piątej po południu podniósł się wiatr z południowego wschodu, który następnie skręcił na wschód. Płynąc ostro na wiatr, kapitan Pietersz próbował zmienić kurs przy głębokości ośmiu sążni, lecz Haarlem nie zareagował. Statek znajdował się już blisko brzegu i zmagał się ze wzburzonym morzem. Część żagli dziobowych złapała wiatr i pchnęła statek jeszcze bliżej brzegu. Wkrótce po piątej Haarlem osiadł na dnie i został poddany uderzeniom potężnego przypływu. Natychmiast opuszczono kotwicę, by zapobiec dalszemu wpychaniu statku na mieliznę, lecz ogromne fale zerwały linę kotwiczną. Ludzie na pokładzie natychmiast oddali cztery strzały armatnie i zapalili latarnie na rufie, by zasygnalizować swoje położenie drugiemu statkowi stojącemu na kotwicy.
Wkrótce miejsce zatonięcia opisano jako położone „w odległości mniej więcej strzału muszkietowego od brzegu, w pobliżu piaszczystej plaży, 1,5 mili od Zatoki Stołowej”. Stwierdzono, że statek osiadł mocno w piasku. Tymczasem oficer wysłany wcześniej w celu identyfikacji statku stojącego na redzie powrócił i zameldował, że jest to Witte Olifant, który przypłynął tu 22 marca. Wkrótce potem przybył kapitan Witte Olifant, Cornelis Claesz Spranck, z dwiema mniejszymi jednostkami – szalupą i barką. Wraz z szalupą i barką z Haarlem zostały one użyte w próbie uwolnienia statku, lecz według Leenderta Jansza było to „równie prawdopodobne, co policzenie gwiazd”. Szalupę z Haarlem zabrano ponownie na pokład, lecz dwie większe barki nie mogły podpłynąć bliżej z powodu wysokich fal i musiały zakotwiczyć.
Tymczasem Haarlem zdawał się dryfować do brzegu, a ludzie na pokładzie obawiali się, że wzburzone morze rozbije statek doszczętnie. Szalupa Witte Olifant, przywiązana do burty Haarlem, oderwała się i została poważnie uszkodzona, gdy fale wyrzuciły ją na brzeg. Próbując odzyskać swoją szalupę, kapitan Spranck wszedł na pokład szalupy z Haarlem, lecz ta niewielka łódź o mało nie wywróciła się w silnym przyboju, powodując poważne obrażenia jego rąk i nóg.
W dniu 27.03.1647 roku wysłano amunicję i odzież niewielkiej grupie ludzi, którym udało się dotrzeć do brzegu. W tym celu małą szalupę z Haarlem oraz kilka beczek połączono linami ze statkiem, tak aby w razie wypadku można je było wciągnąć z powrotem na pokład, a jeśli szalupę i beczki dostarczono na brzeg, ludzie na pokładzie mieliby środek umożliwiający ucieczkę w bezpieczne miejsce. Około południa szalupę Haarlem wysłano na plażę wraz z pierwszym oficerem Cornelisem Wallisem i kilkoma innymi ludźmi, w tym dwoma cieślami z narzędziami, aby zbudować szałas. Łódź zalała wzburzona fala i ludzie musieli opuścić ja, by ratować życie. Jeden z cieśli, który nie umiał pływać, utonął. Tego samego dnia rozpoczęto przewożenie części ładunku z wraku na brzeg. Pod wieczór zauważono dwa angielskie statki, które z powodu niekorzystnego wiatru z południa nie mogły wejść na redę Zatoki Stołowej. Następnego dnia rano angielskie statki, przybywające z Bantam koło Batawii, zakotwiczyły na redzie. Zastępca dowódcy Reijnier van 't Zum wysłał do nich pismo z prośbą o pomoc, prosząc o udostępnienie mniejszych jednostek do transportu towarów i ludzi oraz o przyjęcie na pokład 40 członków załogi Haarlem, którzy mieli popłynąć na Wyspę Świętej Heleny i tam oczekiwać na inne statki VOC. 29 marca podpłynęły dwie barki ze statków angielskich oraz barka z Witte Olifant.
Przewiozły one na Witte Olifant, w dwóch kursach, pewną ilość gałki muszkatołowej, 82 bele kamfory i około 80 bel cynamonu. 30 marca oba angielskie statki wypłynęły w morze, zabierając ze sobą około 40 członków załogi Haarlem. Około południa w pobliże brzegu zbliżył się kolejny statek, lecz z powodu niekorzystnego wiatru musiał zarzucić kotwicę poza redą. Następnego dnia pogoda była dobra, ale warunki na morzu się pogorszyły. Ponieważ nie można było skorzystać z mniejszych łodzi, zastępca dowódcy van 't Zum dotarł na brzeg na dwóch pustych beczkach. Po przybyciu na plażę zgromadził część załogi Witte Olifant, aby „pomogli w budowie fortyfikacji na szczycie niewielkiego wzgórza w pobliżu naszego statku”. Miała ona pomieścić część ludzi z Haarlem, których głównym zadaniem było odzyskiwanie towarów z wraku. 1 kwietnia okazało się, że niezidentyfikowany statek, który pojawił się dwa dni wcześniej, to Schiedam, który opuścił Batawię w towarzystwie Witte Olifant i Haarlem kilka miesięcy wcześniej; oficerowie trzech statków odbyli wówczas ogólne zebranie, czyli Szeroką Radę. Podczas tego spotkania zdecydowano, że młodszy kupiec Leendert Jansz, który opisał wydarzenia związane z rozbiciem się Haarlem i dalsze losy załogi, oraz pierwszy oficer Claes Winckels wraz z 60 innymi mężczyznami pozostaną na miejscu.
Wydarzenia z okresu od kwietnia 1647 do marca 1648 roku
Tego samego dnia rozpoczęto prace przy wznoszeniu fortyfikacji. Dzień później ludzie z Haarlem i Witte Olifant, którzy zaczęli budować schronienie na lądzie, otrzymali wsparcie od kilku ludzi ze Schiedam. Udało im się znaleźć świeżą wodę po wykopaniu głębokiej studni oraz odzyskać kilka worków pieprzu wyrzuconych do morza z wraku. W międzyczasie rozbito dwa namioty, aby pomieścić odzyskane towary oraz ludzi pracujących na lądzie. 5 kwietnia z wraku wydobyto na brzeg armatę, a ludzi z Witte Olifant i Schiedam zwolniono z dalszej pomocy, gdyż na plaży było wyraźnie zbyt wielu rąk do pracy, a ukończenie fortyfikacji miało pozostać zadaniem załogi Haarlem. W pierwszej połowie kwietnia 1647 roku kontynuowano prace przy fortyfikacji oraz transport towarów i ludzi. 12 kwietnia Witte Olifant i Schiedam, pod dowództwem Jeremiasa van Vlieta, odpłynęły do Republiki Zjednoczonych Prowincji, zabierając ze sobą część towarów odzyskanych z Haarlem. Po ich przybyciu do Holandii, między 9 a 10 sierpnia 1647 roku, Reijnier van 't Zum, kapitan Pietersz z Haarlem oraz oficerowie z Witte Olifant i Schiedam szczegółowo poinformowali zarząd VOC o losach statku i jego załogi. Około półtora miesiąca później najwyższy urzędnik VOC w Azji, gubernator generalny Cornelis van der Lijn, oraz radcy Indii w Batawii również dowiedzieli się o zdarzeniu ze statku VOC Tijger, który przybył tam 24 października 1647 roku. W dniach następujących po odpłynięciu Witte Olifant i Schiedam odzyskano więcej towarów, w tym orientalne tkaniny, pieprz, indygo, cukier i porcelanę.
Z powodu złej pogody, powodującej silne falowanie, wrak Haarlem został przesunięty jeszcze bliżej brzegu i znalazł się w wielkim niebezpieczeństwie rozpadnięcia się. Pompy ręczne na pokładzie obsadzano dniem i nocą, by utrzymać kadłub na powierzchni. W nocy z 17 na 18 kwietnia statek został przeniesiony przez mieliznę i osadzony w bardzo płytkiej wodzie, tak że przy odpływie pod dziobem pozostawały jedynie 90 cm wody. Choć prace ratownicze trwały nadal, stan wraku szybko się pogarszał. Odzyskiwanie towarów stawało się coraz trudniejsze z powodu poważnych przecieków w kadłubie. W nocy z 6 na 7 maja wrak przesunął się jeszcze bliżej brzegu, a wysiłki zmierzające do obniżenia poziomu wody wewnątrz kadłuba zintensyfikowano. Uratowano jeszcze więcej pieprzu oraz 97 skrzyń cukru z Kandii, zanim statek ostatecznie rozpadł się wczesnym rankiem 10 maja. W rezultacie pompy zapchały się piaskiem, a poziom wody się podniósł. Następnego dnia na plaży, pomiędzy fortyfikacją a wrakiem, wzniesiono magazyn ułatwiający rozładunek towarów. 15 maja odzyskano jeszcze nieco pieprzu. W pokładzie orlopowym wyrąbano otwór, gdyż rozkład produktów w ładowni, składającej się głównie z pieprzu i cukru, wywoływał nieznośny, toksyczny smród uniemożliwiający pracę pod pokładem. Dwa dni później otwór powiększono i na brzeg dostarczono kolejną partię pieprzu, kilka bel cynamonu oraz pięć beczek chleba. 18 maja odnotowano, że:
W pobliżu naszej fortyfikacji pojawiło się trzech Khoikhoi, mieszkańców tych stron. Kazaliśmy im zatrzymać się w odległości jednego strzału muszkietowego od naszego obozu. Obiecali przynieść nam bydło, a my daliśmy im nieco chleba i trochę tytoniu.
Khoikhoi pojawili się ponownie następnego dnia, przynosząc ze sobą langusty skalne (Jasus lalandii), które wymieniono na tytoń i chleb. Europejczycy jednak z niecierpliwością wyczekiwali przede wszystkim obiecanego bydła, gdyż od dawna nie mieli okazji cieszyć się świeżymi zapasami.
23 maja siedmiu lub ośmiu ludzi otrzymało pozwolenie na wypłynięcie na Robben Island, najprawdopodobniej w celu rozpoznania wyspy i poszukiwania świeżej żywności. Wrócili następnego dnia, przynosząc ze sobą 130 pingwinów (Spheniscus demersus) oraz „zeeduijckers”, prawdopodobnie kormorany (Phalacrocorax capensis). Tymczasem ludzie pozostali na miejscu oddali pięć strzałów armatnich w rufową część Haarlem, aby przebić kadłub i przewietrzyć ładownię. Zabieg ten okazał się skuteczny, gdyż następnego dnia na brzeg dostarczono ilość pieprzu. Kolejną partię pieprzu wyładowano 27 maja, a magazyn na plaży przykryto żaglem. Następnego dnia zebrano deski ze skrzyń używanych do transportu cukru, przeznaczone na budowę muru obronnego jako części fortyfikacji. 1 czerwca ludzi z Haarlem odwiedziła ponownie grupa rdzennych mieszkańców. Leendert Jansz opisał to spotkanie następująco: Po południu przy naszej fortyfikacji pojawiło się 13 Strandtloperów, mieszkańców tych stron. Wyszliśmy do nich z kilkoma naszymi ludźmi i dowiedzieliśmy się, że jeden z owych trzynastu bardzo dobrze mówił po angielsku. Zaoferowali nam 5 owiec, w zamian za co daliśmy im kilka kawałków żółtej miedzi (Chalkopiryt).
Ci sami Khoikhoi usilnie starali się namówić nas, byśmy pozwolili im odwiedzić naszą fortyfikację lub nasz statek, lecz nie mogliśmy się na to zgodzić, gdyż dobrze wiedzieliśmy, jak wrogo odnosili się wcześniej do pana Van 't Zuma i załogi statku Mauritius. Z tego powodu poleciliśmy im nie zbliżać się bardziej do naszej fortyfikacji, na odległość mniejszą niż mniej więcej jeden strzał muszkietowy, co im się nie spodobało, więc odeszli niezadowoleni. W kolejnych tygodniach z wraku Haarlem odzyskano więcej towarów. 15 czerwca kilku ludzi zastrzeliło nosorożca, który walczył ze słoniem w pobliżu fortyfikacji. Jego mięso okazało się smaczne i stanowiło urozmaicenie monotonnej diety. Kolejna grupa siedmiu lub ośmiu ludzi udała się na Robben Island i wróciła następnego dnia z 800 jajami oraz 200 ptakami, głównie pingwinami. Kilka dni później zbudowaną przez rozbitków niewielką łódź przetransportowano nad Salt River wraz z siecią do połowu ryb, z zamiarem pozostawienia sprzętu przy ujściu rzeki, aby można było łowić ryby w dowolnym momencie.
Tego samego wieczoru złowiono 117 ryb, a następnego dnia kolejne 240. 27 czerwca nadeszła kolejna burza, trwająca do następnego dnia, w wyniku której wrak zaczął przechylać się na bok. Warunki pogodowe wciąż się pogarszały i 7 lipca odnotowano opady gradu oraz zawalenie się części rufy wraku. Aby chronić odzyskany ładunek przed żywiołami, namiot z pieprzem na plaży pokryto smołą i olejem wielorybim, ponieważ brakowało dziegciu. Część pozostałości ładunku z wraku odzyskiwano sporadycznie, a zapasy żywności uzupełniano rybami z Salt River. 10 sierpnia kilku ludzi udało się nad Salt River, by naprawić sieci, i po powrocie zameldowali, że natknęli się na grupę około 50 Khoikhoi (Hotentoci) – mężczyzn, kobiet i dzieci.
Wydaje się jednak,że podczas zimowych miesięcy niewiele się działo, gdyż wpisy w dzienniku Leenderta Jansza z tego okresu dotyczą głównie warunków pogodowych oraz ilości złowionych ryb. Sytuacja ta zmieniła się wieczorem 23 sierpnia, gdy do Zatoki Stołowej wpłynął statek. Następnego dnia Jansz wraz z 12 swoimi ludźmi udał się lądem do tej jednostki. Okazało się, że jest to statek VOC Tijger z izby amsterdamskiej. Wkrótce potem na redzie pojawiły się również Henriette Louise oraz Noord Munster z izby zelandzkiej. Płynący na Wschód Tijger opuścił redę przy Texel 7 maja 1647 roku i spotkał się z Henriette Louise oraz Noord Munster jakiś czas później. Statki płynęły razem w konwoju przez część podróży i wpłynęły do Zatoki Stołowej wspólnie 24 sierpnia. Załoga Haarlem musiała powitać je z wielką radością, gdyż od odpłynięcia Witte Olifant i Schiedam 12 kwietnia nie widziano żadnego innego statku. Przez te cztery i pół miesiąca 62 ludzi z Haarlem znosiło wiele trudności. Prace ratownicze przy wraku prowadzono z ogromnym wysiłkiem i w skrajnie trudnych warunkach, gdyż pogoda często była fatalna. Nawiązano pierwsze kontakty z miejscową ludnością rdzenną i choć nie doprowadziły one do konfliktu, między obiema grupami musiała panować atmosfera podejrzliwości i nieufności, często przełamywana ciekawością. Jansz najwyraźniej spędził noc na pokładzie jednego ze statków i wrócił do obozu następnego dnia.
26 sierpnia zwrócił się do dowódców statków z prośbą o przysłanie komisarzy w celu przeprowadzenia inspekcji. Dwa dni później komisarze przybyli do fortyfikacji, gdzie pokazano im obóz oraz towary Kompanii odzyskane z wraku. Tego samego dnia jeden z marynarzy przebywających w obozie, Carel Cartoijs, zginął, gdy wybuchł jego muszkiet. Komisarze, w skład których wchodziło dwóch kupców oraz kapitan jednego ze statków VOC, sporządzili szczegółowy raport, dający dobre wyobrażenie o sposobie budowy fortyfikacji.
Komisarze odnieśli się również do wraku Haarlem, stwierdzając, że statek został wyrzucony przez fale bardzo blisko „suchej” plaży. Wygląda na to, że ludzie z Haarlem nadali swojej osadzie nazwę, gdyż raport datowano 29 sierpnia 1647 roku jako sporządzony „Int fort Zandenburch”, co tłumaczy się jako „W forcie Zamek z Piasku”. Tego dnia Jansz i komisarze udali się na statki stojące na kotwicy na redzie, aby złożyć sprawozdanie Szerokiej Radzie oficerów. Poprosił, aby Noord Munster opóźnił odpłynięcie, prawdopodobnie w celu załadowania odzyskanego ładunku z Haarlem oraz pomocy w wydobyciu czterech dział i pewnej ilości liny wciąż znajdujących się na wraku. Po pewnej dyskusji prośbę tę odrzucono. Następnego dnia Jansz, w towarzystwie kupca z Noord Munster oraz młodszego kupca z Henriette Louise, wrócił do obozu, gdzie poinformował rozbitków z Haarlem, że mogą wejść na pokład oczekujących statków i odpłynąć do Batawii, jeśli tego zechcą. Ci, którzy odpłynęli, mieli zostać zastąpieni członkami załóg pozostałych statków.
Repatriacja załogi
To musiał być niezwykły widok dla ludzi z Haarlem, gdy niemal rok po rozbiciu się ich statku na horyzoncie dostrzeżono liczne żagle. Była to powracająca z Batawii flota roku 1648, dowodzona przez Wollebranta Geleijnssena, zwanego też Geleijnszem de Jonghem. Między 8 a 19 marca na redę wpłynęło i zakotwiczyło dwanaście bogato załadowanych statków, na których pokładach znajdowało się około 1566 marynarzy, żołnierzy i pasażerów. Wśród nich były Tijger, Henriette Louise oraz Noord Munster, które odwiedziły rozbitków wcześniej, w okresie sierpień–wrzesień 1647 roku.
Dokumenty sporządzone przez komandora de Jongha podczas jego pobytu na Przylądku, aż do powrotu do kraju, zawierają szczegółowe informacje, które mogły przyczynić się do powstania inicjatywy utworzenia stacji zaopatrzeniowej na wybrzeżu Zatoki Stołowej. Przykładem jest list, który napisał do dyrektorów VOC 23 kwietnia 1648 roku, gdy jego statek stał na kotwicy na redzie Wyspy Świętej Heleny. Napisał w nim, że na Przylądku nie udało się zdobyć bydła, a jedynym zapasem, jaki udało się pozyskać, były warzywa. W związku z tym musiał zawinąć na Świętą Helenę, mimo że gubernator generalny i rada w Batawii stanowczo zalecali mu, by popłynął bezpośrednio z Przylądka do Republiki Zjednoczonych Prowincji. De Jongh podał również szczegóły dotyczące towarów odzyskanych z wraku Haarlem przez Leenderta Jansza i jego ludzi oraz sposobu ich załadunku na statki floty.
Obejmowały one: 272 762 funty pieprzu, 144 bele i sześć worków cynamonu, 100 skrzyń cukru, 109 bel tkanin gwinejskich, 140 kadzi porcelany, z których wiele było uszkodzonych, oraz siedem skrzyń indygo. Porównanie ilości towarów wymienionych przez niego z tymi wcześniej odnotowanymi przez Leenderta Jansza wskazuje, że między 14 września 1647 a 3 kwietnia 1648 roku odzyskano bardzo niewiele. Z pomocą ludzi z powracającej floty udało się wydobyć z wraku część dział. Łącznie 19 żelaznych dział oraz cztery kotwice musiano pozostawić w kadłubie, gdyż okazały się zbyt ciężkie do odzyskania, podobnie jak część lin i osprzętu. Ludzie natychmiast rozpoczęli załadunek odzyskanych towarów. W tym celu zbudowano wozy, którymi transportowano różne przedmioty z fortu Zandenburch oraz z wraku Haarlem do ujścia Salt River. Stamtąd towary ładowano na szalupy okrętowe i przewożono na oczekujące statki. Gdy wydobyto już wszystko, co dało się uratować, wrak podpalono, aby zmniejszyć zagrożenie dla innych statków wpływających do Zatoki Stołowej. Niestety, w tym czasie część żołnierzy z floty, towarzyszących wozom, zastrzeliła i oporządziła 15 lub 16 sztuk bydła należącego do rdzennej ludności.
Komandor de Jongh potraktował ten incydent bardzo poważnie i zgłosił go gubernatorowi generalnemu oraz radzie w Batawii. W swoim liście ostrzegał przed możliwą zemstą ze strony rdzennej ludności. Musiało to być poważnym ciosem dla Leenderta Jansza i jego ludzi, którzy z czasem i przy pomocy wielkiej dyplomacji zdołali zyskać zaufanie miejscowej ludności. 3 kwietnia 1648 roku flota wznowiła podróż, mając na pokładzie ludzi z Haarlem. Ponieważ na Przylądku nie udało się zdobyć wystarczających zapasów żywności, zdecydowano popłynąć na Świętą Helenę, którą osiągnięto 21 kwietnia. Choć według de Jongha udało się tam zdobyć dość warzyw, komandor donosił o niedoborze świeżego mięsa, spowodowanym nieodpowiedzialnym zachowaniem załóg innych statków, które na dużą skalę polowały na zwierzęta, podczas gdy pozostawione psy zdziesiątkowały resztę populacji. Podróż powrotna była kontynuowana od 5 maja 1648 roku, a jej ostatni etap trwał nieco ponad trzy miesiące. W tym okresie wzrosła liczba chorych i zmarłych, w dużej mierze na skutek braku świeżych zapasów. Komandor de Jongh doniósł po powrocie, że w sumie zmarło ponad 130 osób z floty. Wreszcie, w dniach 7 i 8 sierpnia, statki bezpiecznie wpłynęły na redy Texel i Goeree, a de Jongh otrzymał złoty łańcuch i wisiorek na pamiątkę tego wydarzenia.
Jest bardzo prawdopodobne, że Leendert Jansz, Claes Winckels oraz być może inni ludzie z Haarlem zostali po powrocie szczegółowo przesłuchani przez komisję urzędników amsterdamskiej izby VOC. W końcu mogli oni dostarczyć bezpośrednich informacji o wydarzeniach, jakie miały miejsce od czasu rozbicia się ich statku. Jedną z kwestii, które prawdopodobnie poruszono, była przyczyna wypadku i to, czy ktoś ponosił za niego winę. Inne pytania dotyczyły zapewne odzyskanego ładunku oraz obserwacji poczynionych podczas przymusowego pobytu na wybrzeżu Zatoki Stołowej. Gdy komisja uznała sprawę za wyjaśnioną, jej ustalenia przekazano zarządowi VOC. Mniej więcej w tym samym czasie, a może nawet wcześniej, Leendert Jansz rozwinął pomysł utworzenia tak potrzebnej stacji zaopatrzeniowej dla statków w tym regionie. Dzięki bezpośredniemu doświadczeniu zdobytemu w rejonie Przylądka miał odpowiednią pozycję, by formułować takie zalecenia. Zaowocowało to formalną propozycją, czyli Remonstrancją, którą przedstawiono amsterdamskiej izbie w poniedziałek 26 lipca 1649 roku. W następnym roku dokument ten trafił do wiadomości dyrektorów VOC. Doprowadziło to do decyzji o utworzeniu stacji zaopatrzeniowej na wybrzeżu Zatoki Stołowej, znanej później jako „Karczma Mórz”.
Wnioski
Świadoma i trwała obecność europejska w regionie południowoafrykańskim rozpoczęła się 6 i 7 kwietnia 1652 roku. W ciągu tych dwóch dni w Zatoce Stołowej zakotwiczyły trzy statki VOC. Ludzie na pokładach Dromedaris, Reiger i Goede Hoop mieli za zadanie założyć stację zaopatrzeniową u podnóża Góry Stołowej. Placówka ta miała obsługiwać przepływające statki Holenderskiej Kompanii Wschodnioindyjskiej, kursujące szlakami handlowymi między Republiką Zjednoczonych Prowincji a Azją. Przybycie tych pionierów – z których część można uznać za pierwszych białych mieszkańców Południowej Afryki, gdyż spędzili tu resztę swojego życia – nie było dziełem przypadku. Cała operacja była starannie zaplanowanym przedsięwzięciem, podobnie jak wiele innych projektów realizowanych przez VOC w ciągu niemal dwóch wieków jej istnienia. Budowa stacji zaopatrzeniowej miała daleko idące konsekwencje i znaczący wpływ na historię Południowej Afryki.
W istocie można ją w pewnym stopniu uznać za początek współczesnego, wielorasowego i wielokulturowego społeczeństwa tego kraju. Wszystko to zaczęło się od rozbicia się Haarlem. Statek na pierwszym planie oddaje strzał armatni, sygnalizując swoje przybycie (na podstawie: Guy Tachard, Voyage de Siam, Paryż 1686; ze zbiorów autora). Choć rozbicie się Haarlem ma ogromne znaczenie dla historii Południowej Afryki, wydarzenie to przez długi czas nie doczekało się należytej uwagi. Do niedawna nie prowadzono kompleksowych badań archiwalnych dotyczących historii tego statku. Sytuacja ta ulegnie wkrótce zmianie wraz z publikacją nowej książki na ten temat.
Przez lata kilka osób poszukiwało wraku oraz obozu rozbitków, jednak bezskutecznie. Jedynym opublikowanym sprawozdaniem z tych działań był raport Mervyna Emmsa z 1975 roku. Od lat 90. XX wieku prowadzony jest program badawczy mający na celu odnalezienie wraku oraz fortu Zandenburch, jednak jak dotąd nie udało się ich zlokalizować z całkowitą pewnością. Badanie geofizyczne przeprowadzone pod koniec 2016 roku wskazało bardzo obiecujące sygnały, a gdy tylko uzyskane zostaną wymagane pozwolenia, poszukiwania wraku będą kontynuowane. Dr Bruno Werz, FSA, niegdyś najmłodszy nurek biorący udział w projekcie Mary Rose, w 1988 roku zapoczątkował naukowe badania archeologii morskiej w południowej Afryce. Wcześniej starszy wykładowca na Uniwersytecie Kapsztadzkim, obecnie pełni funkcję dyrektora generalnego African Institute for Marine & Underwater Research, Exploration & Education (AIMURE), a także jest pracownikiem naukowym w Katedrze Studiów nad Historią i Dziedzictwem na Uniwersytecie w Pretorii. W 2010 roku został wybrany członkiem (fellow) Society of Antiquaries of London w uznaniu jego zasług dla archeologii morskiej i historii.