Okonjima i AfriCat


Historia Okonjimy

Lamparty z obrożami na farmie Okonjima

Okonjima jest projektem rodzinnym, wyewoluowanym w imię ochrony przyrody z farmy krów do cieszącego się rosnącym uznaniem luksusowego resortu. Troje rodzeństwa – Wayne, Donna i Roselea zarządzają Okonjimą i AfriCat, starsza siostra Tammy prowadzi AfriCat North niedaleko Kamanjab. Donna powiedziała nam że jest tylko jedną osobą ze zdecydowanej rodzinnej grupy, która sprawiła że Okonjima stała się już legendą. By w pełni pojąć projekt Okonjima, musimy poznać osiągnięcia rodzeństwa na tle rodzinnej historii.

Matka (Rose) urodziła się w Rodezji Północnej, jej ojciec pochodził z Anglii, zajmował się sprzedażą silników Lister na farmach w Namibii. Była to okazja do poznania realiów życia w Namibii. Mąż Rose kupił kawał ziemi w Okonjima w 1970 roku i tak jak każdy na tym terenie, zaczął hodować krowy gatunku Brahman. Angielskojęzyczne rodziny są raczej unikalne w Namibii, nawet dzisiaj. W latach 70 tych rodzina Hanssenów nie utrzymywała raczej bliskich kontaktów z sąsiadami. Dzieci wychowywane nieco odmiennie, były nakłaniane by poznawać otaczające środowisko.

Nawet w czasie lat szkolnych, kiedy mieszkały w internacie w Otjiwarongo, weekendy poświęcały na bliski kontakt z przyrodą. Często, znalezione osierocone zwierzęta wychowywane były na farmie razem z krowami. Krowy Brahman świetnie znoszą namibijski klimat, pocą się przez skórę, mają długie rogi i nogi. Krowy są agresywne, zamiast uciekać, bronią swoje cielaki przed niebezpieczeństwem, jednak to nie wystarczało. Lamparty siały spustoszenie na farmach mogące nawet położyć kres hodowli w Okonjima. Okazało się, że czym więcej lampartów ustrzelą, tym więcej ich się pojawia. Początki w Namibii były bardzo trudne, grunty były jałowe, odbijało się to negatywnie zwłaszcza na cielętach. Analizy gleb wykazały niską zawartość fosforu. Dzięki suplementom podawanym zwierzętom udało się poprawić ilość cieląt o 98%, jednak tracono od 20 do 30 cieląt rocznie z powodu ataków lampartów.

Kiedy Wayne miał 18 lat, ojciec kazał mu wynająć myśliwego i zastrzelić lamparta. Wyprowadził myśliwego na odległy koniec farmy, żeby lamparta nie znaleźć, jednak to zdało się na marne, lampart został w końcu zastrzelony. Był to zwrotny moment w życiu Wayne, postanowił obmyślić plan, jak żyć razem z naturą. Ojciec przystał na propozycję, pod warunkiem że Wayne będzie płacił za każdego straconego cielaka. Dosyć ciekawa umowa dla młodego człowieka bez pieniędzy. Szacowano że około 12 lampartów działa na terenie farmy, rozwiązanie wydawało się nieosiągalne.

Rozpoczęto od synchronizacji godzin karmienia cieląt i zamykania ich na noc, kiedy lampart poluje. Straty spadły dzięki temu do 2 lub 3 cielaków rocznie. Był to początek eksperymentu, jak hodować bydło w królestwie drapieżników. W 1986 roku firma turystyczna poszukiwała przewodnika dla grupy miłośników ptaków. Donna poleciła swoją matkę. Zanim pierwsza grupa zjawiła się, zrobiono porządki w domu, wymyto łazienki, pomalowano ściany. Rodzina zmuszona była zamieszkać w namiocie, w ogrodzie. Rose okazała się doskonałym przewodnikiem i jeszcze lepszym kucharzem. Okonjima stała się regularnym przystankiem dla grup turystów. Wayne rozpoczął pokazy swoich umiejętności przetrwania w buszu poznanych w dzieciństwie od Buszmenów. Wkrótce wybudowano dodatkowe miejsca noclegowe, Rose, Wayne i Lise stali się przewodnikami i farma stała się oazą dla turystów. Lise rozpoczęła ratować od odstrzału gepardy z sąsiednich farm.

Powstanie Africat

Wkrótce mieli 30 młodych, zdrowych gepardów, przekraczało to możliwości farmy, nadszedł czas by je wypuszczać na wolność. Gepardy są bardzo trudne do wprowadzenia ich w dziki świat. Zajmuje około 2 lat nauki, zanim gepard posiądzie umiejętności konieczne w polowaniu. Dlatego większość oswobodzonych gepardów kończyła bardzo źle. Tak więc narodziła się myśl stworzenia rezerwatu dedykowanego gepardom, powstał więc AfriCat (od słów „a free cat”). Rezerwat zarejestrowano jako organizacja charytatywna w 1993 roku, by zbierać fundusze na rehabilitację gepardów. Około 5% tych kotów zmarło, 85% było uwolnione, 10% nie mogło być uwolnionych. Wszystko to wymagało nakładów. Odwiedzający goście stanowili pewien wkład, jednak niezbędni byli sponsorzy.

Po śmierci matki, Wayne odkupił farmę. Miał on od dawna wizję, by całą ziemię przywrócić do stanu sprzed 200 lat. Zaprosił siostry do pomocy. Wymagana była silna ekipa, by postawić czoła wyzwaniom. Roselea i Donna zrezygnowały z pracy i powróciły na farmę. Pożyczyli pieniądze z banku, spłacili długi, wybudowali dodatkowe pokoje dla turystów. W 1993 roku krowy zostały sprzedane, rodzina skupiła się na biznesie związanym z ochroną środowiska. AfriCat stał się oddzielnym projektem, którego działalność miała polegać na szerzeniu dobrego słowa o drapieżnikach i o ich roli w naturalnym środowisku. Zmieniać sposób myślenia farmerów, aby nie zabijali tych pięknych kotów, zająć się opieką nad rannymi zwierzętami.

Starsza siostra – Tammy z mężem mieszkali na farmie koło Kamanjab, i tam stworzyli Afri-Leo w 1997 roku. Dzięki wielkiemu zapotrzebowaniu na zwiększenie ochrony afrykańskich kotów, rodzina postanowiła połączyć swoje siły. W ten sposób Afri-Leo został przemianowany na AfriCat North.