Do niecki Vlei (Sossusvlei) dowozi turystów kursujący kilka razy dziennie busik. Na skraju popękanej twardej skorupy soli wyrasta wydma nr 7, zwana Big Daddy. Ze swoimi 388 metrami, najwyższa wydma Sossusvlei. Wejście na nią w makabrycznym upale, ze stopami grzęznącymi w piasku zajmuje prawie 2 godziny. Dla mniej sprawnych, to niemal walka o przeżycie. Z każdym metrem wzwyż poszerza się panorama morza wydm. Swoją drogą, słowo „morze” nie jest tu chyba najtrafniejsze. Na dole Deadvlei, wielka płachta soli wymieszanej z gliną, skamieniałej, przypominającej omlet na gigantycznej patelni. Tutejsze wydmy znalazły się pod ochroną w ramach Parku Narodowego Namib Naukluft. Apokaliptyczny widok, czarne, martwe kikuty drzew. Akacjowy zagajnik, który wyrósł tu przed 400 laty przegrał walkę ze słońcem. 30 metrowe korzenie nie zdołały znaleźć pod ziemią wody. Jeżeli klimat nie zmieni się, kikuty będą tak stały przez tysiące lat. Życie tętni w gałęziach młodych akacji za sprawą gwarnych wikłaczów, których nowe pokolenia zajmują gniazdo odziedziczone po przodkach.