David Livingstone - odkrywca Wodospadu Wiktorii

David Livingstone - pomnik odkrywcy

Znany odkrywca David Livingstone (19 marca 1813 – 1 maja 1873), zmagał się w swojej wielkiej wyprawie z rzeką Zambezi. Z obsesją na punkcie odkrywania południowej Afryki, w 1853 roku Livingstone opuścił Sesheke (dzisiejsze Mwandi), płynął rzeką, rodzajem ówczesnej autostrady, by nieść chrześcijaństwo, handel i cywilizację mieszkańcom Afryki. Podjął on w swym życiu trzy główne wyprawy do serca Afryki, pokonując fenomenalną odległość 47 tys. km, czyli większą niż obwód Ziemi. Osiągnięcie niezwykle imponujące, zwłaszcza w XIX wieku, kiedy prawie nic nie było wiadomo o wnętrzu Afryki. Udało mu się przeżyć zachorowanie na malarię aż 30 razy! Opatentował nawet lek na tę chorobę o nazwie Livingstone's Rousers. W 1855 r. odkrył wspaniały wodospad, który nazwał Wodospadem Wiktorii. W 1856 r. jako pierwszy Europejczyk przekroczył Afrykę z Luandy nad Oceanem Atlantyckim do Quelimane nad Oceanem Indyjskim. Przejechał dwukrotnie pustynię Kalahari, udowadniając tym, że nie łączy się ona z Saharą, jak wcześniej sądzono. Tę ostatnią podróż odbył z żoną i małymi dziećmi.

Pomnik Odkrywcy Wodospadu Wiktorii, Davida Livingstone
Pierwszy Europejczyk,który zobaczył Wodospad Wiktorii to David Livingstone. Doczekał on się pomików po obu stronach Zambezi.

David Livingstone- najsłynniejszy brytyjski misjonarz

David Livingstone był protestanckim misjonarzem Londyńskiego Towarzystwa Misyjnego (LMS). Bez wątpienia najbardziej znany misjonarz w historii Wielkiej Brytanii, w swoich czasach cieszył się wielką sławą w anglojęzycznym świecie. Nie urodził się wielki i wielkość nie została mu narzucona. Pochodził z rodziny robotniczej. Samodzielnie nauczył się łaciny, pracował w fabryce przędzy, studiował wieczorowo, aby zostać lekarzem i pastorem.

Jego życie zmieniło się, kiedy spotkał Roberta Moffata, który wraz z rodziną przebywał wówczas w Anglii, aby spopularyzować swoją misji w Afryce Południowej. Livingstone wielokrotnie wypytywał go o Afrykę, a jak później wspominał Moffat: Od czasu do czasu pytał mnie, czy myślę, że zrobi coś dla Afryki. Powiedziałem, że wierzę, że to zrobi, jeśli nie pójdzie do starej stacji, ale przejdzie do niezamieszkanej ziemi, określając rozległą równinę na północy, gdzie czasami widziałem, w porannym słońcu, dym tysiąca wiosek, gdzie nigdy nie był żaden misjonarz. Był podekscytowany wizją Moffata dotyczącą rozszerzenia pracy misyjnej, a także gorąco dyskutował temat chrześcijaństwa i handlu. Misjonarz John Philip, opublikował książkę Researches in South Africa w 1828 roku. Wyraził tam pogląd, że chrześcijaństwo zawsze przyniesie cywilizację, w tym wolny handel i tanią siłę roboczą.

Livingstone wysłany został do Afryki Południowej przez Londyńskie Towarzystwo Misyjne. Pokładano w nim wielkie nadzieje. Uczył się podstaw misjonarstwa od znanego szkockiego misjonarza Roberta Moffata. Spotkał tutaj przyszłą żonę, córkę Mofata- Mary, która urodziła się i wychowała w Afryce. Niespokojny, niezależny i kłótliwy wkrótce wyruszył z Rogersem Edwardsem na poszukiwanie nowego miejsca. Założyli nową stację w dzisiejszej Botswanie, ale nawet zanim budynek został ukończony, gwałtownie się skłócili; więc w 1845 roku Livingstone wyjechał ze swoją narzeczoną, Mary, aby rozpocząć kolejną nową stację misyjną dla ludu Bakwena, wchodząc głębiej w południową Afrykę niż jakikolwiek misjonarz do tej pory.

Działalność na terenie dzisiejszej Botswany

Wódz ludu Bakwena- Sechele był bardzo mądrym człowiekiem, który szybko nauczył się czytać i zakochał się w Biblii. Istniały ogromne przeszkody na drodze do przyjęcia przez niego chrześcijaństwa, ale był chętny i po trzech latach nauki porzucił swoje zbędne żony i przyjął chrześcijaństwo. Było to pierwsze i jedyne nawrócenie w misjonarskiej karierze Davida Livingstone. Według samego Livingstone trwało ono zaledwie kilka miesięcy. Należy się zastanowić, jak człowiek z takim życiorysem może zostać najbardziej znanym misjonarzem w historii Wielkiej Brytanii. To, co poszło nie tak, przynajmniej na pierwszy rzut oka-to fakt, że sześć miesięcy po chrzcie Livingstone odkrył, że jedna z byłych żon Sechele jest w ciąży. Livingstone odmówił udzielania komunii dla Sechele. Ich przyjaźń została bezpowrotnie zerwana, Livingstone przeniósł się w inne miejsce.

Jako misjonarz, Livingstone powinien pozostać z Sechele i pielęgnować jego krucho wyglądającą nową wiarę oraz pomóc mu szerzyć ją wśród jego ludu. Ale tego nie zrobił. Ogłaszając Sechele apostołem, Livingstone udał się na północ przez pustynię Kalahari, aby nawiązać kontakt z większym plemieniem, odkryć jezioro Ngami (będąc pierwszym Europejczykiem, który je zobaczył) i otworzyć autostradę do Afryki dla późniejszych misjonarzy wzdłuż rzeki Zambezi.

Wódz Sechele przyjął religię, której jego podwładni nie lubili i nie rozumieli. Słyszeli, że chrześcijaństwo polega na piciu ludzkich mózgów. Z pewnością wydaje się, że wiąże się to z nadmierną ilością nudnych przemówień. Obejmuje również czytanie książek, co jest możliwe dla tych, którzy mają czas na naukę czytania.

Pomnik Davida Livingstone, odkrywcy wodospadu Victoria Falls
Pomnik Davida Livingstone przy wodospadzie po stronie Zimbabwe w mieście o nazwie Victoria Falls, zwykle zwanym Vic Falls.

Ale nikt nie ma czasu, ponieważ żyją w najgorszej i najdłuższej suszy, jaką kiedykolwiek znano, a każdą wolną chwilę spędzają na poszukiwaniu pożywienia. A co spowodowało suszę? Cóż, misjonarz przekonał króla Sechele, że rzucanie zaklęć w celu wywołania deszczu jest niegodziwe, więc Sechele przestał, a wraz z nim deszcz. Przypadek? Mało prawdopodobne. Co najgorsze, misjonarz miał szalony pomysł, że mężczyzna musi mieć tylko jedną żonę, nawet jeśli jest królem. Tak więc Sechele rozwiódł się z czterema ze swoich pięciu żon, niszcząc swoją rodzinę i starannie zrównoważoną strukturę polityczną plemienia Bakwena oraz upokarzając swój lud. Król i jedna pozostała królowa świętują swój chrzest, siadając na pierwszych krzesłach, jakie kiedykolwiek widziało miasto, co wywołuje pewne podekscytowanie, ale to nie wystarczy, aby zrekompensować resztę.

Dalsza część życia Livingstona była pełna niezwykłych przygód i zapierającego dech w piersiach heroizmu w tym 3200 km wędrówki od wybrzeża do wybrzeża przez Afrykę w obliczu niekończących się niebezpieczeństw, chorób i niewygód. Livingstone walczył z handlem niewolnikami, do tego stopnia, że stawiał czoła uzbrojonym handlarzom i uwalniał ich jeńców. Lista jego odkryć jako odkrywcy jest imponująca. Ale jeśli chodzi o zadanie, dla którego Livingstone udał się do Afryki — ewangelizację. Myślę, że można śmiało powiedzieć, że David Livingstone nie był wielkim misjonarzem. Nie był nawet dobrym misjonarzem. Cecha, która uczyniła go wielkim odkrywcą, była dokładnie tym, co zepsuło mu pracę misyjną: nie był w stanie pozostać w miejscu.

Livingstone zdołał otworzyć drogę do Afryki dla innych misjonarzy. Poświęcił tej próbie wiele lat i zmarł, myśląc, że poniósł porażkę. A jednak w 1875 roku, dwa lata po jego śmierci, z jego inspiracji i podążając jego ścieżką, Misja Livingstonia wkroczyła do Afryki. Do 1900 roku miała pięć kościołów z 1576 członkami, z których jedna trzecia była kaznodziejami. Livingstone okazał się kiepskim misjonarzem, ale znalazł inny sposób, aby przyczynić się do misji. Drugą odpowiedzią jest to, że Sechele, w dużej mierze niezauważony przez biografów Livingstona, po tym jak Livingstone go opuścił, został chrześcijańskim misjonarzem. Ewangelizował inne południowoafrykańskie plemiona, głosił kazania swojemu ludowi — który w ciągu jego kariery powiększył się stukrotnie — i stał się genialnym teologiem, reinterpretując Biblię w sposób, który łączył się z życiem południowej Afryki (i rozwścieczał brytyjskich misjonarzy). Był prawdopodobnie najbardziej skutecznym misjonarzem w XIX-wiecznej Afryce. To, że Sechele został prawie zapomniany, podczas gdy Livingstone został prawie kanonizowany, jest przygnębiająco przewidywalne.

Największe osiągnięcia Davida Livingstone

Jego największym osiągnięciem był wkład w zniesienie afrykańskiego niewolnictwa. Wielka Brytania i Stany Zjednoczone zdelegalizowały już niewolnictwo, ale wciąż było ono powszechne na terytorium arabskim i w samej Afryce. Afrykanie byli niewolnikami i przedmiotem handlu na Bliskim Wschodzie. Afrykanie byli również zniewalani przez innych Afrykanów. Chociaż dokładne relacje różnią się, Livingstone był świadkiem masakry miejscowych Afrykanów przez handlarzy niewolników podczas jednej ze swoich wcześniejszych wypraw. Choć zawsze zdecydowanie sprzeciwiał się niewolnictwu, to jeszcze bardziej pobudziło go do działania i napisał doniesieie, które wysłał do Wielkiej Brytanii, szczegółowo opisując brutalność handlu niewolnikami. Zaledwie dwa miesiące po jego śmierci sułtan Zanzibaru zdelegalizował niewolnictwo w swoim kraju, co skutecznie zmniejszyło arabski handel niewolnikami.

Relacje Livingstona o tym, co wydarzyło się podczas masakry, tak zszokowały i przeraziły brytyjskich czytelników, że pośrednio pozwoliły na rozpoczęcie kolonizacji Afryki przez zachodnie mocarstwa. To właśnie takie wydarzenia doprowadziły do tego, że Livingstone został uznany za głowę włóczni brytyjskiego imperializmu, a nawet prekursora walki o Afrykę. Nie świadczy to jednak o samym człowieku. Absolutnie brzydził się niewolnictwem, a ponadto nie zgadzał się z polowaniami na grubą zwierzynę. Był również świetnym lingwistą i potrafił komunikować się z rdzennymi mieszkańcami w ich własnych językach. Miał ogromną miłość i szacunek dla kontynentu afrykańskiego i jego mieszkańców. Być może dlatego nadal jest kochany w Afryce, co jest niezwykle niezwykłe dla białego człowieka z tamtego wieku. Nie tylko w miastach Afryki znajdują się pomniki Livingstone, ale miasto Livingstone w Zambii do dziś nosi jego imię.

Współczesna krytyka Davida Livingstone

David Livingstone był najczęściej opisywanym bohaterem XIX wieku. Od lat siedemdziesiątych XIX wieku bodaj do lat pięćdziesiątych XX wieku napisano setki książek, które opiewały jego życie i pracę w Afryce. Wiele z tych publikacji promowało ideologię Imperium Brytyjskiego. Fakt, że imperialne zapędy znalazły poparcie w tych publikacjach, były spodziewane. Biorąc pod uwagę znaczący wpływ, jaki sam Livingstone wywarł na brytyjską interwencję w Afryce. Dążenie Livingstone do promocji chrześcijaństwa, handlu i edukacji w celu zwalczania handlu niewolnikami okazało się inspiracją dla szeregu przedsięwzięć misyjnych w Afryce. W miarę ewolucji imperializmu przeobrażał się wizerunek Livingstone zgodnie z celami danego etapu. W chwili obecnej jesteśmy na etapie misternie planowanego niszczenia reputacji Davida Livingstone. Nie do uwierzenia, ale ta wyrafinowana krytyka Davida Livingstone sięga do lat kiedy jako 10-letni chłopiec pracował w fabryce przędzy. Jego pensja, która była dużo wyższa od płacy miejscowych Afrykanów, rodzi etyczne pytania o jego roli w kolonializmie. Krytycy twierdzą, że ta luka płacowa odzwierciedla szeroki system wyzysku i nierówności, która wpływa negatywnie na reputację Livingstone. Osiągnięcia Livingstone są nadal przedmiotem debaty. Pomimo jego wielkich zasług doszukano się etycznych implikacji jego praktyk finansowych i ich wpływu na lokalne społeczności. Kiedy prawdziwie dobry człowiek i bohater klasy robotniczej, jest atakowany za rzekome powiązania z niewolnictwem, nie mamy do czynienia z kwestiami dokładności historycznej, ale z wojną klasową skierowaną przeciwko zachodnim wartościom.

Ostatnia dekada życia

Końcową dekadę życia Davida Livingstone nie możemy uznać za udaną. W 1862 roku jego latami zaniedbywana żona, Mary, dołączyła do niego w Mozambiku, ale wkrótce zachorowała na malarię i zmarła. Mimo tego David kontynuował swoją misję znalezienia żeglownego szlaku przez rzekę Zambezi. Jednak w 1864 roku, siedem lat przed słynnym starciem z Henrym Morganem Stanleyem, Livingstone został zmuszony do zmiany planów i powrotu do Wielkiej Brytanii po tym, jak większość jego ludzi porzuciła go lub padła ofiarą chorób. Szybko popadł w niełaskę opinii publicznej, gdy rozeszła się wieść o tym, że nie udało mu się przepłynąć rzeki. Chcąc podreperować swoją reputację, dwa lata później powrócił do Afryki, tym razem w poszukiwaniu źródła Nilu. Po raz kolejny jednak jego pomocnicy zaczęli go opuszczać, a na domiar złego zabierali z sobą zapasy żywności i lekarstw. Głodujący i osłabiony przez zapalenie płuc, cholerę i leiszmaniozę skórną Livingstone nie miał innego wyjścia, jak zwrócić się o pomoc do arabskich handlarzy. Dla zagorzałego abolicjonisty stanowiło to jednak moralny dylemat: jego pomocnikami stali się ludzie, których zawsze krytykował za ich zaangażowanie w lukratywny handel niewolnikami w Indiach i na Półwyspie Arabskim. Od tego momentu opis tego, co dzieje się później, różni się w zależności od tego, czy czytamy oficjalną wersję wydaną przez wydawcę Livingstone w 1874 roku, czy też sięgamy po jego dziennik, którego krótkie wpisy opisujące okres od 1871 do 1873 roku są, zdaniem naukowców, znacznie bardziej uczciwym odzwierciedleniem prawdziwych myśli i doświadczeń. Jednak do niedawna pamiętnik był całkowicie nieczytelny. Gdy skończył mu się papier i atrament, Livingstone użył soku z nieznanego lokalnego owocu do pisania na stronach gazety The Standard z 1869 roku, którą otrzymał od przyjaciela. W 1873 roku Livingstone zmarł w małej wiosce w Zambii, zapadając na malarię i czerwonkę. Jego dziennik został wysłany z powrotem do Anglii wraz z ciałem Livingstone, ale już w 1874 roku sok wyblakł do punktu prawie niewidocznego, a ciemna czcionka gazety dodatkowo zaciemniła wysiłki zmierzające do jej odszyfrowania. Tak więc przez prawie 150 lat sekrety Livingstone pozostawały mocno zamknięte na tych wyblakłych arkuszach.

Odszyfrowanie notatek Davida Livingstone

Adrian Wisnicki, profesor języka angielskiego na University of Nebraska-Lincoln i wykładowca w Center for Digital Research in the Humanities, po raz pierwszy usłyszał o pamiętniku w 2000 roku. Wisnicki był specjalistą w dziedzinie nauk humanistycznych, ale jego dążenie do odnalezienia i rozszyfrowania pamiętnika ostatecznie doprowadziło go do jego prawdziwego powołania- stosunkowo nowej dziedziny zwanej humanistyką cyfrową.

Naukowcy zajmujący się humanistyką cyfrową wykorzystują połączenie technik obliczeniowych i zasobów humanistycznych do rozwiązywania problemów z różnych dziedzin jak literatura, historia i sztuka. Jednym z najwcześniejszych projektów demonstrujących przydatność tego podejścia było odszyfrowanie Archimedes Palimpsest, pergaminu z X wieku, który zawierał nieznane dzieło Archimedesa. Jednak w XIII wieku chrześcijański mnich wymazał oryginalny tekst Archimedesa i ponownie wykorzystał papier do napisania tekstu religijnego.

W miarę postępów projektu zagubione słowa Archimedesa zostały powoli ujawniane.

Wisnicki nie złapał jeszcze bakcyla humanistyki cyfrowej kiedy rozpoczął badania dziennika. Pierwotnie interesował się XIX wiecznymi brytyjskimi wyprawami do Afryki, a zwłaszcza sposobem, jak oryginalne dzienniki podróżników zostały później przekształcone w dopracowane opowieści o przygodach, bohaterstwie, niebezpieczeństwie i odkryciach, które stały się najlepiej sprzedającymi się książkami. Książki, które zaczęły reprezentować XIX wieczną Afrykę, były często bardzo oderwane od rzeczywistych doświadczeń jednostek w terenie. Do pewnego stopnia były one zarówno fikcją, jak i literaturą faktu powiedział Wisnicki.

Z tego powodu, jak wyjaśnia Wisnicki, dla naukowców ważne są pisane na gorąco notatki. Oddają bardziej wiarygodną relację faktycznych zdarzeń. Badania dzienników XIX wiecznych brytyjskich odkrywców doprowadziło go do Livingstone. Kiedy jednak Wisnickiemu udało się w końcu odnaleźć jego porozrzucane strony, które były ukryte w kilku zapomnianych pudłach w Centrum Davida Livingstone na obrzeżach Glasgow, okazało się, że były one całkowicie nieczytelne. Pod wpływem impulsu, kilka lat po rozpoczęciu poszukiwań, skontaktował się z przyjacielem zajmującym się humanistyką cyfrową, który skierował go na forum dyskusyjne. W ciągu jednego dnia otrzymał 30 odpowiedzi, z których połowa radziła mu skontaktować się z zespołem stojącym za rozszyfrowaniem Archimedes Palimpsest. Jednak na drugi dzień Roger Easton, naukowiec zajmujący się humanistyką cyfrową z Instytutu Technologii, który pracował nad tym słynnym projektem, sam skontaktował się z Wisnickim i powiedział: Masz manuskrypt, który może nas zainteresować

Wkrótce okazało się, że humanistyka cyfrowa rzeczywiście była rozwiązaniem dla transkrypcji pamiętnika. A co ważniejsze dla Wisnickiego, jego kariera zawodowa przejdzie na kolejny etap. Gdy tylko wkroczył na tę technologicznie wzbogaconą ścieżkę, był uzależniony. Zaczynałem jako bardzo tradycyjny badacz nauk humanistycznych, przeglądając archiwa i książki, formułując argumenty i pisząc, głównie samodzielnie przyznał. Toth wkrótce również się zaangażował i zaczął skanować strony pamiętnika, szukając precyzyjnych długości fal, które ujawniłyby nieczytelny tekst, a kilku innych ekspertów z różnych miejsc, od Baltimore po Szkocję, pomogło w przetwarzaniu danych. Jak mówi Toth, projekt był wyjątkowy. Zawsze myślimy w kategoriach tego, co zostało wymazane, ale w tym przypadku interesujący nas tekst był na pierwszym planie. Dodatkowo, stosowano tam nieznany atrament, stawiający wyzwanie wyjaśnił.

Po poddaniu dziennika obrazowaniu spektralnemu zespół otrzymał ponad 3000 obrazów, w sumie 750 Gb danych. Wszystko to musiało zostać przetworzone przez naukowców, aby można było odczytać tekst. Easton zajął się pierwszą fazą przetwarzania, która obejmowała technikę zwaną analizą głównych składowych. PCA wykorzystuje statystyki do znalezienia największych wariancji między oryginalnym tekstem a jego obrazami spektralnymi. Po połączeniu tych obrazów - od największej do najmniejszej wariancji - mogą one ujawnić szczegóły utracone dla ludzkiego oka. Następnie Easton przekazał dziewięć różnych obrazów PCA Keithowi Knoxowi, konsultantowi ds. obrazowania na Hawajach. Mając te obrazy w ręku, Knox był w stanie rozwiązać zagadkę czytelności, dodając do stron fałszywy kolor - jasnoniebieski, kolor, który okazał się najlepiej wyciszać drukowany tekst gazety - tak, aby ciemniejszy tekst był widoczny. Pewnego ranka Wisnicki otworzył swoją skrzynkę e-mail i znalazł te strony, co opisał jako niezwykłe doświadczenie. To było tak, jakby historia tworzyła się na ekranie, podczas gdy ja siedziałem w piżamie przyznał.

Wreszcie Wisnicki i jego koledzy byli w stanie odtworzyć około 99% notatek Livingstone. Słowa te ujawniają faktyczne zdarzenia mające niewiele wspólnego z oficjalną wersją. Zaletą Livingstone jest to, że w porównaniu z innymi pisarzami z XIX wieku, jego teksty są dość łatwe do odczytania oznajmił Wisnicki. Dziennik rozpoczyna się 23 marca 1871 roku. Zmuszony do współpracy z arabskimi handlarzami niewolników z powodu pogarszającego się stanu zdrowia, Livingstone odkrył ku swojemu przerażeniu że zaczyna ich lubić. Arabowie są dla mnie bardzo mili i codziennie przysyłają mi gotowane jedzenie napisał w kwietniu. Opowiadał im o Biblii, uczył ich, jak robić moskitiery i pił z nimi sfermentowany sok bananowy, z którego zrezygnował następnego dnia. Dbają o jego zdrowie, stają się przyjaciółmi. To bardzo złożona relacja powiedział Wisnicki.

Z drugiej strony, wkrótce nadszedł czas refleksji i poczuł do nich niechęć. Podczas gdy w przeszłości Livingstone miał na ogół dobre doświadczenia w kontaktach z miejscowymi, tym razem został wrzucony do jednego worka z handlarzami i potraktowany z nieufnością. Uznał, że nie jest możliwe uzyskanie pomocy, której potrzebował, aby wyruszyć na samodzielną wyprawę w poszukiwaniu źródła Nilu. Manyema nie są godni zaufania i często sprowadzają na siebie zło narzekał na lokalne plemię Bantu. Dni zamieniły się w tygodnie. W czerwcu, wciąż nie mając łodzi i deklarując się jako ofiara fałszu - Livingstone posunął się tak daleko, że za radą Arabów użył przemocy, by odzyskać pieniądze od lokalnego wodza, albo w końcu zdobyć obiecaną łódź. Był długo Afryce, tracił kontakt z rzeczywistością i stawał się coraz bardziej zdesperowany, by podróżować. Zaczął stosować niektóre z metod wykorzystywanych przez handlarzy niewolników do kontrolowania lokalnej ludności uznał Wisnicki.

Livingstone wysłał więc kilku mężczyzn do pobliskiej wioski z poleceniem związania i wychłostania go, jeśli wódz odmówi współpracy W skali przemocy istniejącej w tym regionie w tamtym czasie nie jest to aż tak znaczące zdaniem Wiśnickiego. Ale fakt, że Livingstone zrobił krok w tym kierunku, to wielka sprawa. Jednak 15 lipca Livingstone został nagle wybudzony ze swojego odrętwienia. Handlarze, jego przyjaciele na pobliskim rynku zaczęli losowo strzelać do tłumu i podpalać okoliczne wioski, zabijając co najmniej 300 osób, w tym wiele kobiet i dzieci. Livingstone nigdy wcześniej nie był świadkiem takiego okrucieństwa i stał się zdruzgotany i duchowo złamany powiedział Wiśnicki. Według słów Livingstone: Tak bardzo wstydziłem się krwawego muzułmańskiego towarzystwa, w którym się znalazłem, że nie byłem w stanie spojrzeć na Manyemę. Ta masakra była najstraszniejszą sceną, jaką kiedykolwiek widziałem.

To było przebudzenie mówi Wisnicki. Zdał sobie sprawę, że sam zaczął podążać złą drogą. Livingstone natychmiast opuścił handlarzy i postanowił skierować swoje kroki na wschód, co doprowadziło go do wioski o nazwie Ujiji. Mógł być ułomny i ludzki, ale kierował się wielkimi ideałami. Miał wizję. Tam usłyszał plotki o Angliku zauważonym w pobliżu. Na tym dziennik się kończy przyznał Wisnicki.

Od 1869 roku nikt nie otrzymał żadnej wiadomości od Livingstone. James Gordon Bennet, Jr, który wydawał New York Herald, postanowił więc, że jego gazeta odnajdzie Livingstone. Wiedział, że ta historia będzie hitem wśród czytelników. Zatrudnił więc Stanleya, walijskiego dziennikarza i odkrywcę, by odnalazł Livingstone. Misja trwała dwa lata, ale zakończyła się sukcesem. Tydzień lub dwa po zakończeniu dziennika Livingstone, historia mówi nam, że Stanley przywitał nieuchwytnego lekarza słowami Dr Livingstone, jak mniemam?. Od tego momentu wszystko się zmienia powiedział Wisnicki. Livingstone ponownie staje się niezłomnym abolicjonistą i bohaterem, a jego flirt z moralnym zepsuciem zapisany jest jedynie na wyblakłych stronach jego dziennika. Dodatkowo, Stanley dostarczył Davidowi nowe notatniki, więc ten porzucił gazetę i napisał kilka kolejnych relacji, zanim zmarł dwa lata później. Choć żadna z tych relacji nie stanowi takiego wyzwania pod względem czytelności, jak ten z gazety, Wisnicki obecnie dokonał ich transkrypcji, aby uzyskać pełny obraz ostatniej podróży Livingstone do Afryki.

Jeśli chodzi o Livingstone, niektórzy krytycy zastanawiają się, o ujawnieniu jego najgłębszych sekretów i uczuć, które wszyscy mogliby przeczytać wiele lat po jego śmierci. Częścią jego wizji było informowanie świata o tym, co działo się w Afryce w związku z handlem niewolnikami, myślę więc, że by to zaakceptował dodał Wisnicki.

Czytaj dalej: Historia masakry w Nyangwe