Relacja z Baviaanskloof
Jest niedziela rano w Kareedouw i poza grupą motocyklistów szykujących się do wyjazdu w trasę, nie widać prawie żadnego ruchu na ulicach. Miałem ochotę na kawę, zanim wyruszymy w góry, ale kawiarnie są wciąż zamknięte. Może to po prostu za wcześnie, bo mam wrażenie, jest to rodzaj miejsca, gdzie ludzie najpierw idą do kościoła, potem otwierają biznesy. Muszę się zadowolić coca-colą i paczką biltongu, kupionymi na stacji benzynowej, by nie opóźniać planowanej ekskursji wzdłuż trasy R62. Kiedy tylko wyjechałem z Kareedouw skręciłem w lewo w żwirową drogę na Assegaaibos i przeciąłem rzekę Krom. W miarę podróżowania drogami polnymi w Republice Południowej Afryki, odkrywam stare dworce kolejowe, ślady świetności minionej epoki, kiedy ludzie jechali przez tereny dostępne teraz samochodem 4X4. Assegaaibos pierwotnie była farmą, przekształconą w 1866 roku w punkt handlowy ze stacją kolejową. Co ciekawe, w tłustych latach dworca kolejowego, Assegaaibos była częścią najdłuższej na świecie linii kolejki wąskotorowej, łączącej Port Elizabeth i Avontuur. Niestety ta 245 km trasa nie jest już w użyciu, a tory kolejowe są zaniedbane i zarośnięte.
Droga od razu wspina się przez góry Kouga, aż Kareedouw staje się plamką w lusterku wstecznym. Wygodna, szutrowa droga wije się przez 16 km, do rzeki Kouga. Przygotowano tutaj miejsca do grilla obok drewnianego pomostu wiodącego przez formację skalną o widokiem na rzekę. Z góry widzę dwóch wędkarzy szukających dogodnego miejsca nad brzegiem i słyszę głosy ludzi płynących kajakiem. Na północ od rzeki Kouga, droga wznosi się, aż jestem otoczony ze wszystkich stron przez fałdy skalne, jak wzrok sięga. Pozostało około 23 km do początku szlaku 4x4 - Rus en Vrede, który doprowadzi mnie do Baviaanskloof.
W miarę jazdy, droga zwęża się, aż zamieni się w ścieżkę. Czasami jest tak wąska, że krzewy rysują błotniki pojazdu. Musiało padać nie tak dawno, omijam wiele kałuż, ale przynajmniej nie ma śliskiego błota. Na szczególnie wąskim odcinku, zaraz za ostrym łukiem ujrzałem stojący w na samym środku traktor. „Wysiadł alternator”, powiedział traktorzysta z Lodży Baviaans.Potrzebne były przewody rozruchowe, których nie miałem w samochodzie.
Nie było zasięgu na naszych telefonach komórkowych, nie byliśmy w stanie dzwonić o pomoc. Gęste krzewy po obu stronach drogi zagradzały nam przejazd. Nie pozostało nic innego, jak zabrać się za wycinanie krzewów. Po mozolnej godzinnej pracy, ouwolniłem się od ciągnika i mogłem kontynuować podróż do lodży Baviaans, gdzie zobaczyłem znak wskazujący, że jestem na terenie Rezerwatu Baviaanskloof.