Nurkowanie w Mozambiku w Oceanie Indyjskim


Relacja z wyprawy do Mozambiku, Ponta do Ouro

Po mozambickiej stronie, na przejściu granicznym w Kosi Bay, cztery piaszczyste drogi prowadzą prosto do buszu. Policjant wskazuje na ostatnią drogę po prawej, tędy do Ponta do Ouro. Zwykły samochód nie będzie w stanie przejechać, my jedziemy w 4X4, na niskim biegu, w bagażniku mamy łopatkę.

Ponta do Ouro, w języku portugalskim - złoty punkt, jest pierwszym z sześciu miejsc, jakie zaplanowaliśmy odwiedzić wzdłuż linii brzegowej Mozambiku, od Ponta do Ouro do Santa Maria Peninsula, jakieś 100 km na północ. Mamy nadzieję spędzić kilku dni, jadąc z jednego Ponta do drugiego w poszukiwaniu interesujących miejsc, po drodze zboczymy trochę z trasy do Maputo Elaphant Reserve. Pokonujemy niewielkie wzgórze, w kierunku miasteczka, w tylnym lusterku oślepia nas zachodzące słońce. Ponta do Ouro było niemal opuszczone w czasie prawie 20-letniej wojny domowej i do tej pory spotyka się tu opuszczone budynki, ale większość z nich jest teraz remontowanych.

Jest też dużo nowych budynków, przed wieloma z nich widnieją tablice ogłaszające finansowaną przez RPA rozbudowę. Na szczęście, nie przyjechaliśmy tutaj w sezonie turystycznym, zastaliśmy więc miasto, które wygląda na opuszczone, z wyjątkiem grupy chłopców grających w piłkę na ulicy. Biało-czerwona wieża telefoniczna stoi w centrum miasta, jako symbol szybko rozwijającej się telekomunikacji. Sentymentalnie zatrzymaliśmy się w Motel do Mar, zaraz obok plaży. Z wyjątkiem zmian w formie przemalowania, miejsce pozostało niemal to samo. Dwupiętrowe budynki nie wyglądają imponująco, ale w środku są czyste, komfortowe i położone tylko kilka metrów od plaży.

W dodatku jakiej plaży? Osłoniętej od fal Oceanu Indyjskiego laguną w kształcie sierpa. Zatoka odbija się i świeci jak folia aluminiowa w wieczornym świetle. Spacerujemy wzdłuż brzegu, gdzie małe fale rozpływają się na piasku. Woda jest ciepła, ma prawie temperaturę ciała. Później, po zjedzeniu talerzy krewetek (33 PLN, nie tak tanio) i popiciu kilkoma piwami 2M w restauracji Fishmonga, leżeliśmy w łóżku słuchając szumu fal. Większość ludzi przyjeżdża do Ponta do Ouro robić jedną z dwóch rzeczy: łowić ryby albo nurkować. Jest tu kilka płytkich raf koralowych, umiejscowionych bardzo blisko brzegu, które są idealne do nurkowania, a trochę dalej dno oceanu opada stromo w dół tworząc dobre warunki dla ryb łownych. Z Januszem poszliśmy zanurkować z Simply Scuba. Nasz wytatuowany przewodnik nurkowania Karl powiedział nam, że pracuje tutaj, bo nie chce być znaleziony.

Nurkowaliśmy na rafie zwanej Steps. Karl wskazał nam kolorowe stworki, takie jak unikalne ryby żabnicokształtne i malutkie paperfish. Już na łodzi Karl pokazał nam ogromnego krążącego rekina wielorybiego. Zakładamy maski z rurkami i nurkujemy w kryształowej wodzie, kiedy szary olbrzym przepływa obok nas. Jego otwór gębowy był większy niż wolkswagen garbus. Następnego ranka spotkaliśmy Roxy Macdonald z Dolphin Encountours, organizacji zajmującej się badaniem lokalnych delfinów. Ich główne biuro znajduje się obok plaży. Jest tam tablica ze zdjęciami identyfikującymi spotykane tutaj gatunki delfinów. "Często, kiedy zabieramy turystów, żeby pokazać im delfiny, te inteligentne zwierzęta popisują się swoimi umiejętnościami. Kiedyś pływałam z delfinami przez całą godzinę" - powiedziała Roxy. Mieliśmy cały komplet na pokładzie, Janusz, ja i grupa hałaśliwych Niemców.

Po półgodzinnym, ciężkim dla naszych żołądków rejsie jedna z niemieckich dziewcząt zaczęła krzyczeć z radości. Grupa szarych delfinów przepłynęła szybko obok naszej łodzi. Roxy pochyliła się nad wodą w celu rozpoznania stada. To jest Gilly i jej dziecko Gulliver, powiedziała sapiąc. Bow i Tie jest też z nimi, jest tam też mały Kiwi, ale widać, że dzisiaj się gdzieś śpieszą, jest więcej niż pewne, że nie jest to czas do zabawy. Statek zawrócił i podążał trasą delfinów. Na życzenie Roxy wyskoczyliśmy z łodzi i uważnie spoglądaliśmy w głąb. Nagle dwa delfiny, duży i mały, przepłynęły obok mojej maski, w odległości paru centymetrów. Zanurzyłem się głębiej, żeby uniknąć falistej powierzchni oceanu, w uszach słyszałem ich odgłosy. Nagle zobaczyłem je ponownie, na chwilę zatrzymały się obok mnie, uderzyły ogonami i zniknęły z widoku.

Praia do Tofo i Ponta da Barra

Praia do Tofo jest piękną, około 20-kilometrowej długości plażą wzdłuż piaszczystej drogi z Inhambane. Trochę dalej jest Ponta a Barra. Diversity Scuba jest tutaj organizatorem nurkowań na plaży Tofo i Mozambique Dive Charters, pracują z Barra Lodge. W pobliżu jest tańszy, Barra Reef, także od nurkowania. Do Tofo i Barra można dojechać szosą. Naszym zdaniem, jeśli nie jedziesz samochodem, łatwiej jest popłynąć promem albo dhow z Maxixe do Inhambane. Także surfing w Tofo jest uważany za najlepszy w Mozambiku. Barra Lodge oferuje też jazdę konną. Miasto Inhambane ma wiele interesujących budynków i warto to miejsce przy okazji odwiedzić. Wstąp na targ i zobacz gliniane arcydzieła, a nawet spróbuj cos zakupić, przykładowo garnki w stylu Ali Baby, jeśli będziesz miał dużo miejsca w bagażu.