Wycieczka do Wybrzeża Szkieletów - relacja


Relacja z wycieczki do Wybrzeża Szkieletów

Po wycieczce po Pustyni Namib postanowiliśmy spędzić kilka dni w trochę chłodniejszym otoczeniu. Zimny prąd Benguelski płynący z Antarktydy powoduje, że woda jak na Afrykę jest bardzo zimna ma tylko 15ºC. Raczej nie planowaliśmy kąpieli. Drogą wiodąca wzdłuż wybrzeża wyruszyliśmy na północ, do słynnego kurortu wypoczynkowego — Swakopmund.

Po przybyciu na miejsce postanowiliśmy dobrze się najeść. W Swakopmund jest ponad 50 restauracji, fakt ten wpłynął na opinię, że podaje się tutaj najlepsze niemieckie jedzenie w całej Namibii. Wybraliśmy znakomity Swakopmund Brauhaus na ulicy Sam Nujoma Avenue słynący z golonki ze świeżym pieczywem i kiszoną kapustą. W 2010 roku miejsce to spłonęło doszczętnie, ale parę miesięcy przed naszym przyjazdem zostało otwarte ponownie. Śmieszne jest pochodzenie nazwy miasta, pochodzi ona od słowa w języku lokalnego kudu Nama Tsoakhaub co można przetłumaczyć jako odbytnica. Rzeka Swakop podobno strasznie śmierdzi, kiedy jest dużo deszczów. Wysokie wody niosą wiele mułu, roślin i martwych zwierząt. Przed wyjazdem na północ w kierunku Wybrzeża Szkieletów zrobiliśmy zakupy i napisaliśmy maile w kafejce internetowej.

Droga asfaltowa szybko zmieniła się w solną, ale wyglądaj na pierwszy rzut oka jak asfaltowa. Ostrzegano nas, żeby zachować ostrożność, kiedy nawierzchnia jest wilgotna, wtedy po soli jeździ się podobnie jak na lodzie. Przez prawie 1000 km po prawej stronie drogi widzieliśmy piaszczyste wydmy, po lewej Ocean Atlantycki. Wybrzeże Szkieletów jest jednym z najbardziej tajemniczych miejsc w Namibii najbardziej i urzekających. Jego niezrozumiała wielkość i izolacja, odstraszała pierwszych europejskich marynarzy, dzięki czemu ten zakątek Namibii zdołał utrzymać się z dala do europejskiej kolonizacji przez tyle wieków. Dzisiaj, te same uczucia mają raczej odmienny skutek, ciągną szukających przygód turystów do zdradliwego wybrzeża i śmiertelnej pustyni.

Nie trudno się domyśleć, że nazwa wybrzeża pochodzi od szkieletów statków, wielorybów, antylop i niestety ludzi, którzy z różnych powodów znaleźli się na tym bardzo niegościnnym terenie. Załoga rozbitych tutaj okrętów miała nikłe szanse na przeżycie. W północnej części wybrzeża znajduje się kilka wraków statków, które właśnie w ten sposób skończyły swój żywot.

Turyści indywidualni mogą dojechać tylko do Terrace Bay. Dalej już trzeba starać się o specjalne pozwolenia, 100 km dalej w Moeb Bay, kończy się droga i jedzie się prawdziwymi bezdrożami. Tylko doświadczeni turyści z silnymi samochodami 4X4 z wysokim zawieszeniem w konwoju co najmniej trzech pojazdów mogą myśleć o zwiedzaniu tych terenów. My nie mieliśmy aż takiego budżetu i wyposażenia, dlatego pojechaliśmy tylko do Cape Cross zobaczyć kolonię fok.

Kolonia kotików afrykańskich
Kolonia kotików afrykańskich na Przylądku Krzyża w Namibii

Kolonia uchatek południowoafrykańskich jest naprawdę liczna, żyje tutaj około 300 tysięcy tych interesujących zwierząt. Panujący tutaj odór jest niewyobrażalny. Po godzinie pobytu całe twoje ciało i ubranie cuchnie fokami. Poza tym zwierzęta są fascynujące. Wylegują się na słońcu lub baraszkują w wodzie. Krzyczą, czasem walczą ze sobą. Małe foki trzymają się matek, groźba śmierci czeka na nie na każdym kroku. Są rzeczywiście rozkoszne, ale swoich pierwszych urodzin dożyje jedynie mała część z nich. Przez swoją niezaradność łatwo padają ofiarą rekina, orki albo szakala. Nabieramy odwagi i wchodzimy w środek stada, wokół słychać głośne beczenie. Niestety my musimy opuścić już Wybrzeże Szkieletów i podróżować dalej, w kierunku Koakolandu.