Centrum handlowe w Swakopmund


Uliczki w Swakopmund

Ulice namibijskich miast
Miasteczko zbudowane sa na styl niemiecki

Z gęstej mgły wynurzają się kontury mola. Szara pierzyna spowija też palmy rosnące wzdłuż nadbrzeżnej promenady i latarnię morską, wizytówkę miasta Swakopmund. Zatłoczone molo i plaża popularnego urlopowiska świecą pustkami poza sezonem. Sprawcą nietypowej dla tej części świata mgły jest lodowaty prąd Benguelski. Para wodna zawarta w zimnym powietrzu kondensuje się stąd gęsty welon, który spowija 3 największe miasto kraju. Ale nie ma co zamartwiać się pogodą, na miejskich pasażach czeka mnóstwo atrakcji. Czas można spędzić na przykład przy kuflu piwa w sympatycznej karczmie. Zwłaszcza niemieccy turyści mogą się tu poczuć jak w domu. Nie dość że obsługa mówi po niemiecku, to jeszcze w menu są potrawy niemieckie. Sporą część populacj stanową potomkowie imigrantów z Niemiec. Ich akcenty są wszechobecne. Wzdłuż pasażu ciągną się butiki z pamiątkami. Ich asortyment jest nastawiony głównie na zagranicznych turystów. Dobrze że chociaż na pocztówkach można zobaczyć Swakopmund skąpany w słońcu. Zresztą nie ma co narzekać, bo mgła wreszcie rozwiewa się, odsłaniając latarnię, molo i morze. To co wcześniej było szare, ukazuje się teraz w szerokiej gamie kolorów. Życie nabiera rumieńców, aż chce się tańczyć i śpiewać. W ocienionej palmami alei handlarze rozkładają swoje kramy, w tle gmach dawnego cesarskiego sądu, obecnie letnia rezydencja premiera Namibii. Ponad 100 lat działa Hansa, nobliwy hotel z niemieckim rodowodem. Stylowe wnętrza emanują atmosferą epoki kolonialnej. Obsługa o nienagannych manierach idealnie wpisuje się w ten wizerunek. Meble i ozdoby to secesyjne autentyki, a w karcie dań tradycyjne niemieckie dania plus kilka lokalnych specjalności takich jak filet ze strusia czy stek z antylopy. Hotelowy bar od kilku lat prowadzony przez Georga przyciąga niezmienną klientelę - zamożnych Namibijczyków niemieckiego pochodzenia.