Park Krugera, relacja z pieszego safari


Relacja z trekkingu


Kruger ParkSłonie widziane z punktu widokowego w Kempie Olifants Jeśli lubisz przygodę i szukasz mocnych przygód, polecamy Olifants River Trail, najnowszy i z pewnością najlepiej zorganizowany szlak wędrowny w Parku Krugera. Za tą super przygodę zapłaciliśmy R9600 od całej, sześcioosobowej grupy. Pamiętaj że musisz rezerwować wycieczkę dla grupy, ponieważ jest to typ ekstremalnej przygody gdzie nie możesz iść z obcymi.

Nasza podróż rozpoczęła się w Olifant rest camp. Tam spędziliśmy noc i z samego rana ciężarówka wywiozła nas 100 km w głąb parku, tam gdzie nasza trasa faktycznie się zaczyna, na południe od bramy Phalaborwa, obok zachodniej granicy rezerwatu. Ten 42 kilometrowy szlak wymaga dużego doświadczenia i wytrzymałości fizycznej. Niesiesz swój własny namiot i pożywienie, kąpiesz się z hipopotamami. W czasie wędrówki pot lał się z naszych twarzy podobnie jak łzy. Upał i wilgotność powietrza spowodował że ruszaliśmy się jak muchy w smole. Na dodatek przecinaliśmy się przez gęstą, sięgającą do kolan trawę. Każda grupa idzie trochę inną drogą, żeby nie wydeptywać ścieżek. Ten fakt czyni szlak ten bardzo unikalnym.

Brama wjazdowa do Parku Krugera

Jego idea zrodziła się w latach 80, ale z powodu braku łączności w razie niebezpieczeństwa, zarząd parku nie dawał pozwolenia. Trasa ta stała się dostępna, kiedy pojawiły się telefony satelitarne. Później szliśmy wzdłuż rzeki Olifants. Z powodu obfitych marcowych opadów deszczu, rzeka szumiała podobnie jak fale morskie. Miejsce to ma największe zagęszczenie krokodyli w całym parku, o czym dowiedzieliśmy się dopiero po zakończeniu naszej wędrówki. Posuwaliśmy się wzdłuż piaszczystego brzegu rzeki, usianego ogromnymi kupami. Ciężki plecak wpija się w ramiona, czujesz się zmęczony. Na szczęście zatrzymywaliśmy się często żeby zbadać interesujące nas rzeczy takie jak tropikalny pająk tent, rattling cisticola, toad grasshopper i wild aniseed. Pięć kilometrów od naszego startu, nasz przewodnik Andrew wskazał na drzewa tamboti. To jest miejsce gdzie spędzimy dzisiejszą noc.

Rozbiliśmy namioty wokół ogniska, od rzeki oddzieleni byliśmy drzewami tamboti, za plecami mieliśmy stopień skalny stanowiący naturalną osłonę. Ta właśnie część Parku Krugera została mianowana statusem "wildernes area", co oznacza że pomiędzy rzekami Olifants i Letaba nigdy nie będą budowane kempingi i drogi. Musieliśmy się śpieszyć, przewodnik domagał się żeby wyruszyć przed godziną 7, dzięki temu możemy mieć 3 godzinną przerwę w południe. Na każdym skręcie rzeki, widzieliśmy hipopotama, unoszącego głowę i dającego głośne chrapnięcie jako ostrzeżenie że znajdujemy się na jego terenie

.

Widzieliśmy ich 20 albo 30 tego dnia. Kiedy chcieliśmy obmyć się w rzece, wyznaczaliśmy jedną osobę do obserwacji, czy w pobliżu nie czai się ta bestia. Na noc zatrzymaliśmy się w niewielkim zagajniku kolczastych krzaków. W pierwszą noc nie spaliśmy dobrze, baliśmy się dziwnych odgłosów rozlegających się wokoło. Druga noc jest najlepsza, czujesz się już wolny.

Dzień 3

W środku nocy obudziły nas błyskawice, które przekształciły nasze namioty w nocny klub. Razem z ulewnym deszczem pojawił się nagle porywisty wiatr, baliśmy się tylko że nasze namioty nie wytrzymają tego. Deszcz ustał przed świtem i składaliśmy nasz kemping pod szarymi chmurami pełni nadziei że nie będzie dzisiaj tak gorąco. Jak tylko wyruszyliśmy w dalszą drogę zaczęła padać mżawka. Nie zatrzymywaliśmy się ani razu żeby zobaczyć interesujące rzeczy, przewodnik prowadził nas na skróty przez zagajnik drzew mopani, musieliśmy często odciągać nisko walające się gałęzie, niby starego typu wrota żeby móc przejść. Było to przywilejem żeby przeciskać tą drogą, możliwe że byliśmy pierwszymi istotami ludzkimi w tym miejscu.

Nagle Ania krzyknęła i upadła, plecak uderzył ziemię. Cała jej noga wpadła w ukrytą w trawie norę zająca (springhare). "Chyba skręciłam nogę, nie będę mogła dalej iść". Utykając szła dalej, ale kiedy doszliśmy do rzeki Manykulani, powiedziała że dalej nie da rady. "Moim zdaniem powinniśmy tutaj się zatrzymać na noc", powiedział przewodnik. W czasie kiedy zbieraliśmy drzewo na ognisko, Andrew wyciągnął apteczkę i owinął bolącą nogę bandażem elastycznym. Wieczorem deszcz jeszcze się nasilił, dlatego zaraz po kolacji odpoczywaliśmy w suchych namiotach. Nagle usłyszeliśmy krzyk przewodnika: "musimy szybko przenieść nasze obozowisko, poziom wody w rzece szybko się podnosi". Zaczęliśmy ciągnąć nasze plecaki, namioty i nawet ognisko kilka metrów dalej od koryta rzeki. W punkcie gdzie przed chwilą stał mój namiot, była teraz woda sięgająca do kolan.

Dzień 4

Namiot na kempingu Skukuza

Na tego rodzaju szlakach wędrownych, wszystkie odpadki takie jak opakowania, nawet pety z papierosów musisz nieść w plecaku. Nie wolno jest pozostawić żadnych dowodów twojego istnienia. Każdego ranka musieliśmy kopać dół żeby ukryć pozostałości ogniska. Ostatniej nocy moje buty nadpaliły się przy ognisku i przewodnik obandażował moje buty, żeby nadawały się do dalszej wędrówki. Ani noga cały czas dawała problemy, ale nie było wyboru, musiała z bólem kontynuować marszrutę. Dopiero o godzinie 17.00 dotarliśmy do Wilde Vy, czyli końca naszej przygody. Tam czekał pojazd 4X4, który zabrał nas do Olifants rest camp.

Więcej o trekkingu i pieszym safari w Parku Krugera: piesze safari Zebry w mgle w Parku Krugera Samochody Obserwacja zwierząt w Parku Krugera Impala