Piesze wędrówki po parkach


Piesze safari po dzikiej stronie

Safari powinno się znaleźć na liście każdego globtrotera. Niektórzy decydują się na trochę adrenaliny i wybierają piesze safari. Oto relacja z Parku Krugera, z takiej właśnie przygody.

Moje zmysły stały się wyczulone, jakby jakieś substancje chemiczne właśnie zostały wstrzyknięte do krwiobiegu. Stałem się częścią ekosystemu i wydawało mi się że tutaj należę. Czym dalej oddalałem się od kempingu, tym lepiej rozumiałem otoczenie. Słodki zapach z miażdżonej pod butami szałwii i zroszonej rosą lavender fever-berry (Croton gratissimus) roznosił się w powietrzu. Moje oczy stały się trudne do kontroli, spoglądałem w niebo, rozkoszując się chmurami, to w dół na koniki polne, gniazda ptaków i mnóstwo kwiatów. Dotknąłem aksamitnej kory drewna korkowego, pokrytej zielonym mchem. Moje uszy były najczulsze: dotknąłem uchem powalonego pnia drzewa marula i słuchałem korników wiercących swoje tunele. Szaro-głowa dzierzba ogłosiła swoją obecność a buczący warkot skrzydeł żuka gnojowego zdawał się odbijać od drzew wokół mnie. Potem rozległ się jeden dźwięk, którego nie rozpoznałem. Dziwny, gardłowy jęk. Miękki na początku, ale coraz głośniejszy i głośniejszy. Coś jest w niebezpieczeństwie.

Piesze safari

Słyszałem tupot kopyt. Włosy podniosły mi się na głowie, a to co pozostało z moich zwierzęcych instynktów kazało mi teraz uciekać. Prawie dorosła antylopa gnu otoczona przez stado lwów. Powaliły ją mniej niż pięćdziesiąt metrów od nas i rozpoczynały swoją biesiadę, podnosiły poplamione krwią głowy zdziwione naszą obecnością. Byłem przytłoczony sprzecznością uczuć, strach, szok, ciekawość, szacunek, rozmyślanie. Wycofaliśmy się powoli w kierunku kempingu. Nigdy przedtem nie czułem się tak żywy.

Był to mój pierwszy chrzest bojowy w pieszych spacerach po buszu i od razu stałem się uzależniony Ale nie z powodu adrenaliny chociaż nieoczekiwany dreszczyk jest zawsze obecny. Przeciążenie zmysłów najbardziej mnie fascynowało, czym dalej szedłem tym głębsza były moja radość z doświadczeń i silniejsza chęć żeby się nimi podzielić z innymi.

W Afryce Południowej, piesze wycieczki prowadzone są przez wykwalifikowanego przewodnika uzbrojonego w karabin (czasem towarzyszy dodatkowy przewodnik lub tropiciel) i bierze udział maksymalnie osiem osób. Piesze safari są bardzo mało znane i są niedocenianym sposobem na poznawanie dzikiej strony Afryki. Turyści zbierają informacje przed wyjazdem do RPA, na podstawie tego co znaleźli w internecie, budują swoje oczekiwania, większość z nich wie że w Parku Krugera nie można wychodzić z samochodu, a co dopiero piesze safari. Śmiałkowie, którzy wyruszają na taki spacer, widzieli wiele wspaniałych zdjęć i spodziewają się zobaczyć i fotografować zwierzęta w taki sam sposób jak widzieli to w internecie. Po pieszej wędrówce po dzikiej stronie mogą być rozczarowani. Musicie pamiętać że wielu profesjonalnych fotografów spędza w buszu całe miesiące, buduje wymyślne kryjówki tylko po to żeby wybrać kilka wspaniałych zdjęć z tysięcy. My takich warunków nie mamy, wszystkie zwierzęta unikają ludzi, widzą nas dużo wcześniej niż możemy je zobaczyć kiedy idziemy na piechotę. W czasie jazdy samochodem pokonujemy setki kilometrów, zapewnia to więcej możliwości, aby zlokalizować te zwierzęta. Ale dla tych, którzy szukają szczegółów, chodzenie jest koniecznością. Jeśli chcecie odkrywać mikro świat owadów, małych ssaków i kwiatów, uczyć się starożytnych technik przetrwania i medycznego zastosowania roślin, piesze safari jest dla was.

Piesza grupa na safari w Krugerze

Możecie wtedy uciec od wszelkiej technologii, spędzić czas na łonie natury na zupełnie innym poziomie, chodzenie daje możliwości jakich żaden pojazd jest w stanie zapewnić. Chodzenie w ich środowisku, dzieląc ich przestrzeń i dzienne dramaty ich życia jest wielkim przeżyciem. Istnieją dwa zasadnicze sposoby zwiedzania pieszą afrykańskiego pustkowia na piechotę: krótkie spacery i kilkudniowe szlaki piesze.

Czytaj dalej: