Zdjęcia na Cape Point


Cape Point na końcu Przylądka Dobrej Nadziei

Po tych wodach płynął Latający Holender
Sztormowa pogoda panuje wokół przylądka. Niejeden żaglowiec roztrzaskał się na skałach. W 1641 r Hendrik van der Decken wyruszył z Kapsztadu w drogę powrotną do Holandii. "Ocal mnie diable, a dopłynę aż do końca świata" – przeklinał van der Decken. I jak legenda mówi, diabeł go ocalił. Pływa teraz jako statek widmo, widziany był przez tysiące świadków. Latający Holender, najsłynniejszy z miejscowych okrętów. W 1881 roku, Latający Holender pod pełnymi żaglami przeszedł przed dziobem flagowego okrętu brytyjskiego z królem Jerzym V na pokładzie. W czasie ostatniej wojny, kiedy angielsyc marynarze odnotować musieli każdy incydent na swoich wodach, Latający Holender trafił do raportów. Kto wie, może Latający Holender jest tylko przesądem żeglarzy przemierzających te burzliwe wody. Patrzyli na Górę Stołową, która z morza wygląda na zupełnie płaską. Opływali Przylądek Dobrej Nadziei, docierali do zatoki i widzieli wreszcie wodę jak lustro. Nadzieja wracała im w serca.