Kolmanskop - Miasto Duchów


Miasto Duchów

Przy okazji pobytu w Luderitz, warto jest wygospodarować jeden dzień na odwiedzenie Miasta Duchów

W roku 1908 Zacharias Lewala, robotnik pracujący przy budowie torów kolejowych wykopał mały, błyszczący kamień. Jego menadżer, August Stauch od razu rozpoznał ten kamień jako diament. Stauch stał się bardzo szybko milionerem, a dzięki rozpoczętym przez niego poszukiwaniom powstało na pustyni miasteczko górnicze ze wszelkimi wygodami cywilizacyjnymi, nazwane później Kolmanskop. Miasteczko to szczyciło się ogromnymi willami, miało teatr, kasyno, szpital z pierwszym w południowej Afryce urządzeniem do prześwietleń rentgenowskich.

Zdjęcia rentgenowskie nie były jednak robione przy złamanych rękach czy nogach w kopalni. Rentgen miał tutaj dużo ważniejsze zastosowanie, czyli sprawdzanie, czy podejrzani górnicy nie połknęli diamentu.

Gołębie pocztowe zakazane są do dzisiaj w Oranjemund, szkoda, że tylko tutaj. W RPA, w miasteczkach górniczych populacja gołębi pocztowych bardzo szybko się powiększa. Nie muszę chyba wyjaśniać dlaczego?

W latach dwudziestych XX wieku zamieszkiwało Kolmanskop do 300 poszukiwaczy diamentów i ich 40 dzieci, oraz 800 lokalnych Owambo używanych do pracy w kopalni. Szacuje się, że wydobyto tutaj ponad 6 milionów karatów diamentów.

Mieszkańcy Kolmanskop robili fortunę, ale chcieli jeszcze więcej, dlatego, kiedy w 1928 roku dotarła wiadomość, że w Oranjemund odkryto jeszcze lepszą żyłę diamentów, długo się nie zastanawiano. W pogoni za pieniądzem mieszkańcy opuścili Kolmanskop. Ostatni mieszkaniec wyjechał dopiero w 1956 roku. Dzisiaj możliwe jest zwiedzanie tego interesującego miejsca. Będąc tam, zrozumiemy, jak szybko ludzie bogacili się. Możemy sobie wyobrazić jak tutaj ludzie żyli i co robili? Do tej pory pozostało wiele żartów o Kolmanskop, które usłyszymy od naszych przewodników.

Koszt wycieczki rozpoczynającej się z Luderitz wynosi R60 od osoby, dzieci w wieku od 6 do 14 lat płacą R35.

Widok na miasto poszukiwaczy diamentów, Kolmanskop w Namibii
Miasto Duchów, Kolmanskop w Namibii

Kolmanskop - trochę historii

Od jego założenia minęło 100 lat. Powstało na wzgórzu, gdzie w 1905 roku ugrzązł w piachu wóz konny kupca o nazwisku Coleman. Od niego prawdopodobnie pochodzi nazwa. Miasto opustoszało w latach 30, kiedy znaleziono bogatsze pola diamentowe. Na tej podstawie możemy wnioskować jak dużo zarabiali tutaj ludzie. Zostawili swoje piękne domy i poszli w inne miejsce, gdzie zanosiły się jeszcze większe zarobki. Od tamtej pory pustynia sukcesywnie odbiera sobie to, co ośmielili się zabrać jej ludzie. Podziurawione dachy, powybijane szyby, piaskowe wiry hulają sobie w najlepsze w opustoszałych domach. Wszystko co przedstawiało jakąkolwiek wartość, wywędrowało wraz z mieszkańcami. Pozostawili tylko bezużyteczne, ewentualnie najcięższe rupiecie. W najlepszym stanie zachował się, jakże by inaczej dom naczelnego inżyniera. Wodę morską przywożono tu w drewnianych beczkach z oddalonego o 10 km Atlantyku. Po odsoleniu nadawała się do picia, ale większość wody pitnej sprowadzana była z Kapsztadu. Zakład produkujący lód używał wody z Kapsztadu. Nad porządkiem i dyscypliną czuwała konna gwardia. Odnalezienie złóż diamentów tchnęło życie w niemiecką kolonię na końcu świata. Z czasem ich eksploatację zmonopolizowała niemiecka spółka Deutsche Diamanten-Gesellschaft. Jednym z jej prezesów był późniejszy super magnat na rynku kopalin- Ernest Oppenheimer. Kolonoskop było chyba bardziej niemieckie niż miasteczka w Rzeszy. Przy każdej okazji manifestowano przywiązanie do ojczyzny. Patriotyczne uroczystości obywały się oczywiście pod sztandarem ze swastyką. Zgodnie z panującym w ojczyźnie kultem ciała i sportu, w osadzie nie mogło zabraknąć sali gimnastycznej z prawdziwego zdarzenia. Nie brakowało również funduszy na kulturę. 300-osobowa społeczność raczyła się koncertami, patriotycznymi galami i czysto rozrywkowymi widowiskami jak „Bajka o Jasiu i Małgosi”. Suche powietrze sprawiło, że sala teatralna w wilhelmińskim stylu zachowała się w nienaruszonym stanie. Muzeum w Mieście duchów daje wgląd w życie miejscowej społeczności. Pionierzy przywozili ze sobą z ojczyzny meble, książki, ubrania a wraz z nimi zwyczaje, tradycje i modę. Do nowej ojczyzny przeszczepiono też bractwa i stowarzyszenia. Jedno z nich tworzyli pasjonaci kręgli. Kręgielnia wygląda tak, jakby rozgrywka zakończyła się przed chwilą. W przymuzealnym sklepiku aż lśni od karatów. Po oszlifowaniu w dalekiej Azji, kamienie wracają tam skąd pochodzą. Ostatnie 10 km do Luderitz odbywa się w tumanach pyłu z pustyni.