Zdjęcia z autostrady Trans-Kalahari


Zdjęcia z Trans-kalahari

Autostrada przez Kalahari
Trasą Trans - Kalahari

Rytuały Buszmenów przed polowaniem

Buszmeni są najstarszym ludem zamieszkującym Afrykę Południową. Dlatego dla nich, inne ludy przybyły ze środka i wschodu kontynentu. Lud łowiecko-zbieracki, który poluje na dzikie zwierzęta i zbiera dary buszu. Kultura ta postrzegana jako prymitywna nawet w standardach Afryki. Z kolei Buszmeni uważają innych za prymitywnych i mają w tym wiele racji. Nikt bowiem nie rozumie Matki Natury tak jak oni. Przykładowo, technologia sporządzenia trucizny na zatrute strzały jest tak kompleksowa, że aż trudno uwierzyć, że jest to możliwe.

Nawet sami Buszmeni uważają, że wiedza ta została im dana przez duchy przodków. Sanowie żyją w harmonii z Matką Naturą, mają całkowicie odmienny dla nas sposób rozumienia otoczenia. Przykładowo, lew to dla nich ukrywający się niedobry szaman. Podczas transowych tańców, często słyszy się odgłosy lwów, dodaje to wiele emocji i tłumaczy, dlaczego lew uważany jest za szamana. Zaćmienie Księżyca nazywane jest spacerem lwów. Eland, największa antylopa, jest dla nich uosobieniem potencji. W dodatku rozróżnia się kilka rodzajów potencji, każda służy w innym celu, takich jak potencja po miodzie, po mięsie elanda, nawet po zjedzeniu „ryżu Buszmena”, czyli larw termitów.

Potencja elanda jest najważniejsza, bo używana jest przy tańcach o deszcz i o zwierzęta do polowania. Gdy myśliwi ludu San planują polowanie, ich szamani tańczą z użyciem potencji elanda aż zobaczą światło z nieba. Rytuał ten jest wydarzeniem dla całej wspólnoty: kobiety siedzą wokół ogniska, mężczyźni tańczą w okręgu, szamani wpadają w trans, w którym ich świadomość się zmienia i łączy z duchem Natury. Złe duchy ukrywają się w zmroku, gdzie nie dochodzi już światło ogniska. Mierzą do ludzi łukami ze strzałami niosącymi choroby. Dopiero gdy szaman lub szamani wrócą ze swojej wyprawy do świata duchowego i przyniosą pozwolenie polowania, mężczyźni wyruszają do buszu.

Trudna do zrozumienia jest tutaj rola modliszki. Wiele źródeł podaje, że Buszmeni czczą modliszki, co raczej mija się z prawdą. Modliszki są zdradzieckie i często zmieniają swoją twarz, zwłaszcza samice. Dlatego często występują na malowidłach naskalnych jako osoby z głowami zwierząt. Są one bardzo niebezpieczne i zdradzieckie, zasługują więc na modlitwę.

I tu pojawia się problem XXI wieku – żywa antylopa jest więcej warta niż martwa, więc lepiej zabronić Buszmenom polowania i zmusić ich do osiadłego stylu życia. Do tego okazało się, że Sanowie mieszkają na terenach ze złożami diamentowymi... Co za pech! Nie można ich zaiste zostawić w spokoju. To chyba jedyna skaza na pięknym obliczu botswańskiej tolerancji: ludność San przenoszona jest w inne miejsce, gdzie życie jest jeszcze trudniejsze.