Najwyższy szczyt Namibii to nie Spitzkoppe


Podstawowe wiadomości o Górze Spitzkoppe

Góra Spitzkoppe
Góra Spitzkoppe

Góra Spitzkoppe zwana potocznie "Materhornem Namibii" widziana przy wschodzie słońca. Obok widoczny jest jeszcze Księżyc.

Spitzkoppe ma wysokość 1800 m n. p. m., i nie jest najwyższym szczytem Namibii, ale z powodu charakterystycznego wyglądu stała się najpopularniejszą górą Namibii. Najwyższym szczytem Namibii jest Königstein (Konigstein) o wysokości 2 573 m n. p. m. i znajduje się w Brandbergu, 38 km na północ od miasteczka Uis. Góra Spitzkoppe powstała ponad 130 milionów lat temu z lawy wulkanicznej. Cały ten masyw nosi dumną nazwę gór Pontoku.

Wspinaczka na Górę Spitzkoppe

Na skraju pustyni Namib, wśród formacji skalnych z imponującym nad nimi szczytem Spitzkoppe ukryte jest prowizoryczne pole namiotowe. Kiedy w czteroosobowej grupie pojechaliśmy na odpoczynek i wspinaczkę na Spitzkoppe, byliśmy tam sami. Nie spotkaliśmy żywej duszy przez cały dzień, słyszeliśmy tylko przerywające ciszę odgłosy ptaków, w nocy nadszedł wiatr, przerywany grzmotami i krzykami zwierząt. Podróżni często odwiedzają Spitzkoppe (nazywany często Matterhornem Namibii ) i otaczające góry Pontok. Wielu wraca tutaj ponownie i ponownie tak samo jak my. Ale tym razem przyjechaliśmy tutaj poza sezonem. Było jeszcze za gorąco w ciągu dnia i nocy, dlatego było praktycznie pusto. Członkowie społeczności lokalnej Damara są właścicielami kempingu Spitzkoppe i mieszkają tutaj w pobliskiej wiosce. Spotkaliśmy gospodarzy kiedy płaciliśmy za wstęp do parku (nie jest ogrodzony) i przechowywaliśmy jedzenie we wspólnej dla wczasowiczów lodówce. Lodówka znajduje się w barze z kamienną werandą i drzewami kokerboom w pobliżu wejścia, ale w tym suchym otoczeniu woda wydawała nam się ważniejsza niż piwo.

Dzięki temu że odwiedziliśmy Spitzkoppe na początku roku, zastaliśmy naturalny basen w skałach, w którym mogliśmy pływać i myć się. Kluczowym zaopatrzeniem ze względu na porę roku było 40 litrów wody kupione w Windhoek, zanim wyruszyliśmy z miasta drogą B2 w kierunku Swakopmund. Trasa jest prosta i łatwa, przechodzi przez Usakos drodze do Spitzkoppe, do parku dojechaliśmy godzinę przed zachodem słońca. Rozbiliśmy nasze namioty poniżej południowo-zachodniej granitowej ściany, na skałach, w pobliżu zakrzywionego łuku.

Planujemy wspiąć się nieco trudniejszą odmianą "szlak standardowego" na Spitzkoppe. Nawet jeśli nigdy nie wspinałeś się, można zrobić tą standardową trasę z doświadczonym przewodnikiem, jeśli jesteś w dobrej kondycji fizycznej, nie masz lęku wysokości i lubisz przygody pełne adrenaliny. Naszym planem było zejść w dół południowo-zachodniej ściany i wrócić do obozu pod koniec dnia. Kemping posiada kilka wytyczonych płaskich miejsc do rozbicia namiotu, zwykle pod nawisem skalnym lub pod drzewem, są także dwie tradycyjne ubikacje wbudowane wewnątrz kamiennych ścian ale bez dachu. Przy ognisku zrobiliśmy kolację, nie potrzebowaliśmy płomieni żeby trzymać z dala stworzenia małe i duże, gdyż w odróżnieniu od podobnych miejsc na pustyni, Spitzkoppe nie ma aż tak wiele skorpionów, pająków i węży. Oczywiście, że żyją tu jadowite stworzenia i wiele innych, jak góralki, wiewiórki, antylopy, jaszczurki, ale wszystkie trzymały się z dala od nas. Spitzkoppe ma wiele ścieżek do zbadania i to jest zabawa, również dla dzieci, mogą one wspiąć się na skały i odkrywać wąwozy, łuki i tajne zakątki.

Aby uniknąć wyczerpania z powodu upału podczas naszej wspinaczki, zdecydowaliśmy się wyruszyć przed świtem, aby rozpocząć wspinaczkę jak tylko będzie wystarczające światło. Wyruszyliśmy o 5 rano i znaleźliśmy naszą drogę do podstawy szczytu bez problemu, używając szczegółowej instrukcji prowadzącej nas przez duże głazy jako punkty orientacyjne. Łatwo się zgubić, ale z dbałością o każdy szczegół zrobiliśmy duży postęp. Dotarliśmy początek pionowej skały około południa, po przeciskaniu się przez kominy i przechodzeniu przez wąskie szczeliny. Mieliśmy pięć przechodnich wysokości około 50m każda by wspiąć się na szczyt. Około godziny 14.30 byliśmy na szczycie ze wspaniałym widokiem 360° na niekończące się równiny.

Zmęczeni, ale dumni siebie wracaliśmy do obozu. Poniżej widzieliśmy lśniący basen pełen wody, cieszyliśmy się na myśl że będziemy zaraz pływać i pić wodę, nasze zapasy były już na ukończeniu. Ale gdy dotarliśmy, basen okazał się złudzeniem optycznym. Na szczęście mieliśmy tylko około godziny drogi do obozu i wróciliśmy około 16.00.Tutaj mogliśmy popływać, przy ognisku uczciliśmy zdobycie Spitzkoppe. W nocy przyszła kolejna burza, a następnie gwiaździste niebo. Następnego ranka, gdy opuściliśmy Spitzkoppe, wznoszący się ponad 1700 metrów wysokości, patrzyliśmy jak znika we mgle, jak kolejna fatamorgana.