Safari w Etoshy


Zwiedzanie parku Etosha

Około południa wylądowaliśmy na lotnisku Hosea Kutako w stolicy Namibii — Windhoek, leżącym 45 km na wschód od miasta. Nie marnując czasu, prosto z lotniska wyjechaliśmy z lokalnym przewodnikiem w kierunku Narodowego Parku Etosha. Po drodze zatrzymaliśmy się w miasteczku Okahandja na ogromnym targu z namibijskimi pamiątkami. Ogromny targ z nieprawdopodobnymi wyrobami, jednak sprzedawcy byli nachalni i wołali kilkakrotnie wyższe ceny.

Nie czuliśmy się tutaj bezpiecznie, za poradą naszego przewodnika postanowiliśmy kupić pamiątki na lotnisku w Windhoek. Trasa do Parku Etosha wiodła dobrze utrzymaną asfaltową szosą, po drodze zaczęliśmy liczyć mijane termitiery, ale po minięciu 300 daliśmy sobie spokój. Czym bliżej do Etoszy, termitiery z koloru brązowego stawały się coraz jaśniejsze aż do koloru białego. Safari po Parku Etosha rozpoczęło się od razu po przekroczeniu bramy wjazdowej do Etoshy po drodze do kempingu Halali.

Po zakwaterowaniu i odpoczynku przy basenie kąpielowym ruszyliśmy na nocne safari prowadzone przez ekipę parku. Każdy z uczestników wypatrywał aktywnych nocą drapieżników w świetle mocnego reflektora. Naszym zdaniem nocne safari było stratą czasu i pieniędzy biorąc pod uwagę cenę 500 dolarów namibijskich od osoby, pomimo że widzieliśmy klan lwów, kilka szakali, sowy i kilka antylop. Po pięciu godzinach snu, pobudka o godzinie 6.00 i pośpieszny wyjazd, żeby zobaczyć zwierzynę zajętą o tej porze przy wodopojach. Najpierw natknęliśmy się na pasące się stadko antylop stenbok niezwracające uwagi na przejeżdżające samochody. Jedziemy dalej! Otacza nas niski, kolczasty, bezlistny o tej porze roku busz. Widok auta płoszy żyrafę, która przebiega drogę.

Ciężko ukryć się jej w marnych zaroślach. Wciąż wystaje jej głowa zatknięta na długiej szyi. Chwilę później, gdy przerzedzają się zarośla, podziwiamy białe termitiery. W tle dostrzegamy charakterystyczne sylwetki zebr. W oddali zobaczyliśmy idącego w naszym kierunku słonia. Nie pozostało nic innego jak zaczekać i przyjrzeć się temu samotnikowi. Słoń nie zwracał początkowo na nas uwagi, szedł wzdłuż drogi, dlatego mogliśmy jechać obok i robić zdjęcia. Dopiero kiedy słoń postawił uszy, jako wyraz zdenerwowania, poczułem strach. Małe, niemrugające oczka i podniesiona trąba wyglądały naprawdę strasznie. Poczułem ulgę, kiedy kierowca zatrzymał się i pozwolił słoniowi odejść.

Przy pierwszym postoju przy obozie turystycznym Namutoni na terenie starej niemieckiej fortecy mamy okazję obserwować ryjące stadko dzikich świń afrykańskich się guźca zwanych guźcami ze względu na zrogowaciałe guzy na głowie. Ruszamy, by nacieszyć się z widokiem niezliczonych stad zebr, springboków i oryksów. Na pożółkłej sawannie łatwo dostrzec gnu pręgowane patrzące na nas cielęcym wzrokiem. Zmierzamy do serca parku — wyschłego o tej porze roku, słonego jeziora Etosza Pan. Po jeziorze pozostała tylko rozległa biała równina. To tutaj gromadzi się tysiące flamingów i wiele wędrownych ptaków w czasie pory deszczowej. Zimą jest to martwy teren oczekujący lata. W oddali widzimy strusie południowoafrykańskie, niezbyt zdziwione naszą obecnością.

Czas powoli kończyć naszą dzisiejszą obserwację. Na horyzoncie, na tle ciężkich chmur widać błyskające się niebo. Burza ominęła nas, ale powietrze jest nieco ciężkawe. Dobrze może zrobić tylko lokalne piwo Tafel Lager. Następnego dnia już o szóstej ponownie wjeżdżamy do parku. Czujemy się już zmęczeni, ale ciekawi świata. Mijany oryks porozumiewawczo potakiwał łbem wyposażonym w długie rogi. Przewodnik opowiedział nam, jak w ubiegłym roku oryks przebił rogami jednego z turystów, który zbliżył się, żeby zrobić dobre zdjęcie. Wielu ludzi nie zdaje sobie sprawy, że antylopy mogą być niebezpieczne, okazuje się, że właśnie roślinożerne zwierzęta Afryki stanowią największe niebezpieczeństwo dla ludzi. Wśród niezliczonych zebr i antylop gnu dojechaliśmy do wodopoju. Żyrafy właśnie zaczynały pić wodę. Z wielką gracją i wdziękiem sobie znanym, pozowały do zdjęć. Gorzej im natomiast szło przy schylaniu się do lustra wody. Cała jednak uwaga naszego przewodnika — kierowcy skupiona była na jednej informacji, której oczekiwał krótkofalówce — gdzie są lwy?

Poświęciliśmy dużo czasu na podziwianiu żyraf. Żyrafy żyjąca na terenie Namibii to żyrafy angolskie, jeden z sześciu gatunków z dziewięciu gatunków. Każda żyrafa różni się ubarwieniem i wyglądem. Między gatunkami żyraf różnice te są dużo większe. Warto więc zrobić kilka zdjęć i porównać je ze zdjęciami z innych miejsc Afryki.

Dostał namiary i spokojnie ruszyliśmy dalej, po prawie dziesięciu kilometrach jazdy wzdłuż południowego brzegu jeziora kierowca zwolnił. Z gąszczu, spokojnie, jak gdyby niczego nie zauważając, czając się, wyszły dwie lwice i skryły się za kępą trawy. W oddali pasło się duże stado zwierząt. W niedalekich zaroślach, w ukryciu pozostawał lew, jego uwaga skupiała się na powoli posuwającym się stadzie antylop. Chwilę później zatrzymujemy się w na strzeżonym wysokim ogrodzeniem obozowisku wewnątrz parku. Krótki lunch i odpoczynek w cieniu zostaje przerwany informacją o pojawiających się w okolicy słoniach. Znów jazda szutrowymi drogami pośród zieleni i zwierząt.

Na uwagę zasłużyły wcześniej niewidziane strusie i gdzieniegdzie siedzące na drzewach perlice. Krótko mówiąc zaczynaliśmy delikatnie wybrzydzać, wciąż wypatrując słoni. W końcu zatrzymaliśmy się w przy niewielkim, sztucznym wodopoju. Kierowa zgasił silnik i czekaliśmy spokojnie przez kilka minut. W oddali ujrzeliśmy parkę słoni zmierzających powoli, acz miarowo w stronę wody. Gdy już dotarły rozpoczęły kąpiel, inne zwierzęta stały cierpliwie w oddali. Czas pożegnać się z Etoszą. Popołudniowe słońce każe zwierzętom schronić się w cieniu buszu. Te które zostają na sawannie w większości stoją posępnie i leniwie. Jutro jedziemy dalej, dzisiaj czeka nas tradycyjny afrykański braai (grill) pod gwiaździstym niebem Półkuli Południowej.