Spływ kajakami po rzece Oranje w RPA i Namibii


Bystrza na rzece Oranje

Ciąg dalszy ze strony:

Zrobiliśmy zaledwie połowę planowanej na dzień dzisiejszy trasy, a niebiosa bezlitośnie pluły zimnymi kroplami deszczu, po kolacji wszyscy śpieszyli do namiotów, zamykając się w ciepłych śpiworach. Na tym etapie wielu zastanawiało się czy nie zrobili błędu zapisując się na ten spływ. Z uczuciem ulgi witaliśmy wschodzące słońce, zapowiadał się pogodny dzień, ani śladu wczorajszego deszczu. Pomimo że czekała nas daleka droga, żeby nadrobić opóźnienie z dnia wczorajszego, cała ekipa odzyskała swój dawny zapał. Najpierw pokonaliśmy stosunkowo łatwe bystrze zwane Entrance Exam Rapid (bystrze egzaminacyjne), następnie szybko płynęliśmy w kierunku pierwszego punktu z zaopatrzeniem.

Kiedy przewodnicy uzupełniali zapasy żywności w formie lodu, napojów i świeżych owoców i warzyw, my jedliśmy smaczne kanapki z wędzonym boczkiem żeby doładować się do wyzwań przed nami. Chętni mogli pójść po lunchu na zwiedzanie starej kopalni fluorytu, ale nikt nie chciał tracić, tak potrzebnej do wiosłowania energii.

Płynęliśmy dalej, obok łatwo rozpoznawalnej King Kong Mountain, zanim stanęliśmy twarzą w twarz z jednym z ważniejszych spływów naszej podróży. Sjambok (bat, albo rózga w języku afrikaans), niesławnej klasy 3 bystrze z puszystą, białą wodą, był wystarczająco silny by wywrócić dwa kajaki. Po wyłowieniu rozbitków i kajaków wyruszyliśmy na zdobycie następnej przeszkody nazwanej Magnetic Rock Rapid. Niecodzienna nazwa bystrza wynika z faktu, że ma on paskudny zwyczaj przypinania strony kajaku do niezgrabnie wystającej skały w środku rzeki, co może kojarzyć się z igłą kompasu. Na szczęście, pod czujnym okiem Siya i wskazówek od Bonnego, nasza flotylla obyła się bez wypadku. Kiedy osiągnęliśmy kemping Rudiego, byliśmy zmęczeni, ale zadowoleni. Położony poniżej opuszczonej kopalni diamentów, cienisty, z zieloną trawą kemping był idealnym miejscem do odpoczynku po tym epickim dniu akcji na rzece. Dzień trzeci był zdecydowanie najgorętszym dniem wyprawy i regularne przerwy na pływanie stały się obowiązkowe.

Krótko po wpłynięciu na teren Parku Narodowego Richtersveld, rzeka wiła się przez wąwóz trafnie nazwany Kapeluszem Czarownicy (Witch’s Hat Mountain). Podziwialiśmy wykrzywione warstwy skalne i przyciągające wzrok formacje, takie jak Mountain Scratch, kiedy dryfowaliśmy przez ten geologiczny raj.

Po lunchu, pokonaliśmy szereg małych wirów, Rollercoaster nie był taki straszny jak to sugeruje nazwa, ale Rocky Horror dorósł do swojej nazwy, kiedy ocieraliśmy i zderzaliśmy się w tej płytkiej i wartkiej wodzie. Po negocjacjach z Snotklap Rapid, wyciągnęliśmy kajaki na brzeg przy kempingu Stairway’s obok kolejnej starej kopalni. Nazwa pochodzi od sąsiedniego bystrza Stairway to Heaven (schody do nieba), ale na szczęście, nie porównywalnym ze swoim imiennikiem na potężnej Zambezi.

Czytaj Dalej: