
Starożytna Afryka dzieliła się na
trzy części: północna część ponad wielką pustynią, miała najstarszą udokumentowaną i zapisaną historię, sięgającą aż pięć tysięcy lat
wstecz, czyli do pierwszej z 31 dynasti starożytnego Egiptu. Była to zawsze bardziej śródziemnomorska kraina niż Afryka, z wieloma
połączeniami do innych wspaniałych kultur takich jak Grecka, Rzymska czy Arabska. Możemy więc śmiało powiedzieć
że miejsce to dało początek dzisiejszej, zachodniej cywilizacji. Na południe od tej ważnej dla rozkwitu technologicznego krainy znajdowała się druga
część Afryki, nazwiemy ją Prawdziwą Afryką, albo Afryką Murzynów. Miała ona swoją własną kulturę, swoistą cywilizację, która rozwijała się bujnie i
upadła z upływem czasu. Była ona wielką niewiadomą dla całego ówczesnego świata aż do czasów współczesnych.
Oddzielona od zachodnich cywilizacji Pustynią Saharą od północy, gęstymi tropikalnymi lasami od strony zachodniej i Wybrzeżem Szkieletowym , Pustynią Namib
z Pustynią Kalahari od południa. Było tam niewiele naturalnych portów, i z wyjątkiem rzek Nil i Gambia, nie było rzek
nadających się do płynięcia od strony morza. Większa część lądu składała się z wysoko położonej równiny, obniżającej się gwałtownie na
wybrzeżu. Oznaczało to że strumień rzek opadał gwałtownie na dół tworząc wiele pieniących się wodospadów, których nie mogła pokonać żadna łódź. W
środku tej twierdzy znajdowała się jeszcze jedna linia obrony, czyli będące zawsze na posterunku armie komarów i much tse-tse.
Oznaczało to że do czasu zanim rozwinęła się współczesna medycyna, każdy śmiały podróżnik nie bojący się osiedlić w Afryce umierał na malarię,
żółtą febrę albo śpiączkę. Średnio 50% osiedleńców przybyłych do tych tropikalnych terenów umierało w
pierwszym roku z powodu braku odporności do afrykańskich chorób. Zwierzęta domowe służące do transportu wykańczały się w
szybkim tempie na skutek ugryzień much tse-tse. Nawet kolonialne mocarstwa zrezygnowały z tego powodu w wielu miejscach z transportu kołowego aż
do czasu kiedy na początku XIX wieku mucha tse-tse znalazła się pod kontrolą. W zamian stosowano transport na plecach tubylców.
Sama
twierdza Afrykańska podzielona była jeszcze jedną przeszkodą, czyli równikowymi lasami tropikalnymi. Tam znajdowała
się trzecia, najmniej poznana i dlatego najbardziej fascynująca część Afryki. Wielu próbowało zgłębić tajemnice tej części Czarnego Lądu, pierwszymi
udokumentowanymi byli dawni arabscy kupcy którzy zdołali się przedrzeć niebezpiecznym szlakiem pustynnym i dotarli do wybrzeża Mozambiku. Prawdopodobnie złoto
Salomona pochodziło właśnie z tych okolic. Na wschodzie rzeka Nil dostarczła szeroką drogę do wymiany technologicznej.
Wykopaliska dowodzą że zaawansowane technologicznie królestwa znajdowały się w środkowej części Nilu już w VI wieku przed naszą erą. Istnieje możliwość że
miejsce to, lokalizowane przez archeologów w okolicach dzisiejszego Khartoum miało duży wpływ na rozwój wytopu żelaza w innych zakątkach Afryki. Południowa część
Czarnego Lądu, znajdująca się za tropikalnym lasem równikowym była zamknięta najdłużej, ale nawet tam dotarły tratwy
Kon-Tiki z Indonezji przynosząc palmy kokosowe, bananowe oraz zostawiając tam genetyczne ślady na ludziach z Madagaskaru. Rzymskie
monety i szczątki chińskiej porcelany dowodzą że aleksandryjscy kupcy wiedzieli o Kilimanjaro.
Ta izolacja i niewiedza jest przyczyną
błędnej opinii o Afryce. Dla wielu z nas była ona zacofanym miejscem prymitywnych dzikich ludzi aż do czasu kiedy biały
człowiek przyniósł tam swoją wiedzę i poprawił warunki życia. Tak naprawdę, jest to błędna opinia. Zacofanie nie było aż tak wielkie jak sobie to wyobrażamy. Wykopaliska
dowodzą że Afryka uważana jest za najstarszy kontynent i znaleziono tam wiele wykopalisk dowodzących że weszła wcześniej w Epokę Żelaza niż Europa. Dopiero po XV wieku, kiedy to technologiczna wymiana informacji pomiędzy
różnymi częściami świata zaczęła grać dużą rolę, Afryka pozostała w tyle. Jako przykład możemy podać że wprowadzenie prochu zmieniło Europę,
konie zmieniły całą Amerykę, transport samochodowy zmienił Indie a rozwój medycyny zrobił to dla Afryki. Na tle socjalnym i politycznym Afryka nigdy nie stała w tyle względem
Europy. Tradycyjne afrykańskie społeczności dostosowały się przez wieki do egzystencji w tym ciężkim do przetrwania środowisku. Dzięki ich wzajemnemu szacunkowi, cenieniu wartości
człowieka ponad wartościami materialnymi, wzajemnej
odpowiedzialności, wspólnym wychowywaniu dzieci, dużemu respektowi
dla starszych afrykańskie społeczności nie miały się
czego wstydzić kiedy porównywano je z europejskimi. Władza sprawowana była przez
wodzów wybieranych po linii rodzinnej. Wodzowie zmuszeni byli do dawania dużej swobody swoim poddanym. W przeciwnym razie mogli oni bez przeszkód przenieść się do innych wiosek. Dlatego możemy śmiało
powiedzieć że w czasie kiedy Portugalczycy odkryli Przylądek
Dobrej Nadziei, Afryka była bardziej demokratycznym miejscem niż
Europa. Europejscy chłopi nie mieli w tym czasie prawa zmiany miejsca
zamieszkania, musieli pracować dla bogatych ziemian i dla
kościoła. Święta inkwizycja dokonywała wielkiego
spustoszenia równolegle z bestialskimi wojnami które toczyły się na
kontynencie prawie bezustannie. W Afryce też były wojny ale
miały one raczej rytualny charakter niż praktyczny. Przakładowo
plemiona Nguni praktykowały tradycje wojownicze i kładły
duży nacisk na odwagę i rozwój fizyczny. Każdy młody
mężczyzna musiał się uczyć walki dzidami i kijami. Po
uroczystym ślubowaniu zakończonym obrzezaniem młodzi wojownicy
organizowali czasami napady na stada krów w sąsiednich wioskach. Nie
było tam jednak przelewu krwi i cała sprawa kończyła
się porozumieniem dzięki dyplomacji prowadzonej przez żony
wodzówi radę starców. Całe
takie zajście kończyło się zgodą i wymianą
prezentów, oczywiście po wcześniejszym wyrównaniu strat. Tylko w
przypadku kiedy zniszczenia były wysokie mogło dojść do
wojny. Nawet wtedy wymagane były pewne rytuały, takie jak formlne
wypowiedzenie wojny i danie czasu stronie przeciwnej na przygotowanie się
do wojny. Obie armie ustawiały się w lini naprzeciwko siebie
wymieniając okrzyki. Kobiety i dzieci miały za zadanie dodawanie
odwagi swoim wojownikom. Następnie rzucano dzidami, ale z powodu
dużej odległości nie było tam wielu rannych. Czysami dochodziło
do bliższego spotkania się wojowników. Wtedy dźgano przeciwnika
dzidami, kilka osób zostało zabitych a reszta uciekła w
popłochu. Zwycięzca mógł wtedy zabrać pokonanym krowy,
kobiety i dzieci. Mogło też dojść do spalenia kilku domów,
ale pokonany szczep nie był zabity i starano się aby nie
zniszczyć podstawowych środków do życia koniecznych do
przetrwania. Po jakimś czasie część krów oddawana była
spowrotem, po to żeby wrogowie nie zginęli śmiercią
głodową. Kobiety i dzieci nie były nigdy zabijane, ponieważ
nie stanowiły one zagrożenia dla wojowników. Wojny takie miały
od wieków miejsce w Afryce i działo się to do czasu pojawienia
się Czarnego Napoleona, czyli Zulu Shaka. Zamienił on łagodny
szczep Zulu w bezlitosny, wojowniczy naród niosący spustoszenie na
kontynencie. Może tylko dlatego propaganda białych mówiła
że Afryka była brutalnym, dzikim miejscem, które odżyło po
przybyciu Europejczyków.
Tak naprawdę w miejscu przybycia Portugalczyków do Południowej Afryki nie było wielu Murzynów, mieszkali tutaj żółci ludzie zwani Khoi i San. Żyli oni w jaskiniach, dekorowali ściany malowidłami zwierząt na które polowali i które czcili. Robili to dlatego że mieli oni duży respekt do tych zwierząt i uważali ich za prawnych mieszkańców tych terenów. Były tam żyrafy, antylopy, pytony, słonie, zawsze w ważnym miejscu mającym rytualne znaczenie dla całej rodziny. Byli to bardzo interesujący ludzie. Mogli oni tropić zranione zwierzę całymi dniami, aż do czasu kiedy z powodu zatrucia trucizną w strzale padło z wyczerpania. Byli to zdolni chemicy umiejący sporządzać trucizny i odporne na warunki atmosferyczne, i upływ czasu farby wykonywane z roślin rosnących w buszu i z substancji zwierzęcych. Byli to wspaniali ludzie, z dużymi uzdolnieniami artystycznymi, modlącymi się do bogów nieba i uważających modliszkę za świętą. Uwielbiali oni muzykę i tańce przy wschodzie księżyca na okrągłym placu przed ich jaskinią. Wszyscy oni zostali bestialsko wymordowani przez białego człowieka. Do dzisiaj propaganda mówi że Amerykanie wybili Indian, Australijczycy wybili Aboryginów alebiali w Afryce nie zabili nikogo i dali wszystkim szansę współistnienia. Zdaniem naukowców z czasów apartheidu, osiedleńcy z Europy znaleźli tutaj pusty kraj zamieszkały tylko przez Buszmenów. Zbiegiem okoliczności, plemiona Murzyńskie zaczęły zamieszkiwać ten teren w tym samym czasie, ale od strony północnej. Archeologiczne wykopaliska dowodzą jednak że Murzyni pojawili się na terenach dzisiejszego RPA w latach pomiędzy 300 a 800 rokiem naszej ery, czyli trochę wcześniej niż biali.